Koszykówka

Piłka nożna, siatkówka, wyścigi kolarskie, tenis, sporty walki...

Moderator: Ekipa Różne

Postprzez chmiel Cz maja 09, 2013 22:41  Re: Koszykówka

Jeśli o mnie chodzi, to obejrzałem mecze nr 2 w seriach OKC-MEM i MIA-CHI. W tej pierwszej parze znowu mieliśmy bardzo wyrównany mecz. Prawie przez cały czas był wynik na styku i znowu to końcówka miała rozstrzygnąć losy tego spotkania. W Thunder w I połowie Fisher trafiał i był ich najlepszym strzelcem, ale w drugiej znowu to w zasadzie tylko Durant ciągnął cały zespół i znowu mógł zapewnić im zwycięstwo. Jednak różnica polegała na tym, że w G1 Memphis nie mieli nikogo, kto wziąłby w decydujących momentach ciężar gry na siebie i był w tym skuteczny tak, jak robi to Durant. Natomiast w G2 już kogoś takiego mieli w osobie Conleya, który zdobył w IV kwarcie 12 punktów, grał odważnie i świetnie kierował swoim teamem. I to było decydujące. W crunchtime meczu nr 1 brakowało w drużynie Grizzlies kogoś, kto wziąłby na siebie odpowiedzialność. Bo od razu też reszta drużyny wyglądała lepiej, kiedy widzieli, że Conley tą odpowiedzialność wziął. Warto też pochwalić Tony'ego Allena, który ładnie przycisnął Duranta w defensywie w ostatnich akcjach, wymuszając m.in. stratę oraz zmuszając Kevina do celowego odbijania piłki od nogi Allena, aby mieć piłkę z boku i spróbować jakoś tą akcję uratować. Memphis jest bardzo silne, a teraz będą grać na swojej hali, gdzie są szczególnie trudni do ogrania. Durant sam naprawdę tej serii nie wygra.

Za to w rywalizacji Heat z Bulls mamy od dzisiejszej nocy oficjalną wojnę. Bo nie wierzę, że to się zmieni, ze był to tylko jeden taki mecz i w następnych pojedynkach będzie już spokojniej. Wg mnie nie ma na to najmniejszych szans, bo Bulls wprowadzają taką atmosferę jak najbardziej świadomie. Jakby nie patrzeć, wojna to jest ich szansa w rywalizacji z silniejszym Miami. Oni się w takiej ostrej grze najlepiej czują. Szczególnie teraz, kiedy nie ma Rose'a, a ich liderem (nawet jeśli nie zawsze sportowym, to na pewno mentalnym) jest Noah. Dziś nie wyszło, bo Miami wróciło do formy po pierwszym meczu, w którym chyba jeszcze się nie przebudzili po przerwie, jaką mieli po sweepie na Bucks. Wróciła dobra gra, wróciła skuteczność i zakończyło się wielkim blow outem. Heat pokazali swoją siłę. Udowodnili, że to oni nadal są zdecydowanymi faworytami tej serii. Tyle że nie zawsze mogą być aż tak skuteczni, a wtedy w warunkach wojny na parkiecie to Bulls mogą się czuć lepiej i mogą sprawić obrońcom tytułu naprawdę duże problemy. Wiele też zależy, jak z kontuzjowanymi ekipy z Chicago - kiedy wrócą i w jakiej dyspozycji. Będą leciały iskry w tej serii.

Co do pozostałych dwóch par, Indiana grała bardzo nierówno już z Atlantą i ten trend kontynuują w II rundzie z Knicksami. Długi, długi czas trzymali wynik na równo, ale potem w kilka minut nowojorczycy odskoczyli i było po meczu. Wszystko się może tutaj wydarzyć. Natomiast Warriors wciąż zadziwiają. Naprawdę olbrzymie, olbrzymie brawa dla nich. W meczu nr 2 utrzymali w końcówce przewagę, którą sobie wcześniej wypracowali i wyrwali San Antonio przewagę parkietu. W G2 mniej skuteczny był Curry, ale co z tego, jeśli wtedy rozstrzelał się na dobre Thompson? Z wszelkich relacji czy komentarzy wynika, że Spurs byli przez większość czasu całkowicie bezradni. Zresztą nawet Gregg Popovich tego nie ukrywał i powiedział, że to bardzo miłe z ich strony, że tylko jeden z dwójki Curry - Thompson ma akurat dzień konia, a nie obaj naraz. ;) Reszta zespołu również odwala świetną robotę. Jako zespół prezentują się naprawdę wspaniale. W gruncie rzeczy to GSW powinno w tej serii wygrywać już 2:0. Są naprawdę niesamowitą historią tych Playoffs. :) I oby tak dalej!
#ForzaJules!
Avatar użytkownika
chmiel
moderator
 
Dołączył(a): So sie 13, 2005 10:48
Lokalizacja: Działdowo

Postprzez chmiel Pn maja 20, 2013 1:12  Re: Koszykówka

Znamy już zespoły, które zagrają w finałach konferencji i żadna z nich wg mnie nie jest niespodzianką. Miami miało pewne problemy z Chicago, ale ostatecznie oddali tylko pierwszy mecz, w którym byli jeszcze "zaspani" po sweepie na Bucks. Nadal są faworytami do pierścieni, jednak pojawił się problem i to chyba niemały. Powróciły problemy Wade'a z kolanami. Tzn. nie do końca powróciły, bo one cały czas były. Tylko że wcześniej był w stanie z nimi grać na blisko 100% swoich możliwości, a teraz się one znacznie nasiliły i w trakcie serii z Bulls to nie był już ten sam Wade. W ostatnim meczu te problemy jakby trochę ustały, teraz ma chwilę odpoczynku, ale nie wiadomo, jak to będzie dalej.

Pacers pokonali w 6 meczach Nowojorczyków dzięki swojej świetnej defensywie. Knicks nie mieli żadnej odpowiedzi, żadnej broni na Indianę. Carmelo, co prawda zaliczał zawsze wysokie zdobycze punktowe, ale zazwyczaj przy bardzo dużej liczbie rzutów i niskiej skuteczności, więc był bardzo udanie spowalniany. Świetną robotę robił na nim George. Natomiast pod koszem totalnie dominował i siał postrach Roy Hibbert. No nie ma co dużo mówić na temat tej serii. Pacers po prostu obroną całkowicie stłamsili NYK.

Memphis poradzili sobie z osłabioną brakiem Westbrooka Oklahomą i nie jest to zaskoczenie w mojej opinii. Chociaż muszę przyznać, że spodziewałem się większego oporu ze strony Thunder i bardziej wyrównanej rywalizacji. A okazało się, że OKC udało się wyrwać zaledwie jedno spotkanie. Defensywa Grizzlies bardzo udanie spowolniła Duranta, a jego koledzy nie byli w stanie dać mu wystarczającej pomocy. Co prawda, Reggie Jackson nie zawiódł jako zastępca Rusella, jednak to nadal nie ten sam poziom i inni musieli dać więcej z siebie, aby naprawdę brak Westbrooka zrekompensować. Sam Jackson nie dał rady i nie można mieć do niego pretensji. Niestety dla fanów Thunder - reszta naprawdę mocno zawiodła. Zresztą sam Durant też nie potrafił ciągnąć zespołu w decydujących momentach i zaliczał nie najlepsze czwarte kwarty. Scott Brooks z ławki też nie wyglądał na kogoś, kto ma pomysł na Oklahomę bez Westbrooka. Natomiast Grizzlies byli prawdziwym zespołem, kolektywem. Świetnie grali w defensywie, w ofensywie wszyscy robili to, co do nich należało. Wygrali całkowicie zasłużenie. Widać, że są mocni.

Warriors zaprezentowali się ze świetnej strony w całej serii ze Spurs. Przegrali, tak jak można było się spodziewać, ale ocena ich występu w PO musi być jak najbardziej pozytywna. Szkoda tylko, że zaczynali się coraz bardziej sypać i mieć coraz więcej problemów zdrowotnych. Były one już wcześniej. W końcu Curry cały czas grał z nie do końca sprawną kostką, a Lee miał jeszcze większe problemy. Niestety potem zaczęły się problemy także u innych istotnych graczy. Przede wszystkim u Boguta, który z biegiem rywalizacji spędzał coraz mniej minut na parkiecie, a był naprawdę kluczowym graczem GSW. To on trzymał w ryzach ich defensywę. W ostatnim meczu problemy dopadły też Barnesa, który również był bardzo ważnym elementem układanki Marka Jacksona. Szczególnie w ataku, kiedy trochę słabiej grali Curry oraz Thompson i to on był najlepszym strzelcem. Gdyby nie podupadające zdrowie Wojowników, to może udałoby się im sprawić jeszcze większe trudności San Antonio.

Moje typy finałów konferencji i krótkie wyjaśnienie:

Miami Heat - Indiana Pacers
Pacers to jeden z najtrudniejszych możliwych rywali dla Miami (zresztą w ogóle w boju pozostały już tylko drużyny, które stylem gry im nie pasują). Już rok temu sprawili im niemałe problemy i nie był to przypadek. Naprawdę nie leży Heat ta drużyna. George to świetny obrońca na LeBrona, a pod koszem nie mają w zasadzie rywala dla Hibberta. Inne match-upy też nie za bardzo im leżą, szczególnie z Wade'm nie grającym na 100%. Przed obrońcami tytułu naprawdę bardzo trudne zadanie. Ale i tak wciąż są faworytami i wg mnie przepchną to w 6 bądź 7 meczach. A jeśli miałbym wybrać, to 4:2 dla Miami.

San Antonio Spurs - Memphis Grizzlies 4:3
Grizzlies szybko pokonali Thunder i pokazali się z naprawdę bardzo dobrej strony, natomiast Spurs nie przekonali mnie jakoś specjalnie w trakcie serii z GSW swoją grą. Ale w finale konferencji może być już zupełnie inaczej. San Antonio to nadal bardzo silna drużyna z najlepszym trenerem w lidze. Oczekuję wyrównanego pojedynku i liczę na wielkie emocje oraz rozstrzygnięcie losów rywalizacji w G7. Ciężko mi powiedzieć, kto wygra. Osobiście wolałbym Memphis, ale wydaję mi się coś, że mistrzowskie doświadczenie Spurs weźmie górę. Przeczuwam 4:3 dla San Antonio.
#ForzaJules!
Avatar użytkownika
chmiel
moderator
 
Dołączył(a): So sie 13, 2005 10:48
Lokalizacja: Działdowo

Postprzez pawel92setter Pn maja 20, 2013 16:54  Re: Koszykówka

W pierwszym meczu SAS właściwie zdemolowało Grizzlies. Po 1 kwarcie mieli już ponad dwa razy więcej punktów (33-16), a w trakcie 4. kwarty przewaga urosła nawet do 30. W ekipie z Teksasu świetnie funkcjonowały rzuty z dystansu. Natomiast Memphis miało z tym problemy, bo z daleka rzucał tylko Pondexer. Dobrze jeszcze grał IMO Conley, ale Randolph zupełnie nie miał dnia. Po takim pierwszym meczu sądzę, że Memphis nie będzie w stanie wygrać więcej niż 2 spotkania.
Ostatnio edytowano Wt maja 21, 2013 0:50 przez pawel92setter, łącznie edytowano 1 raz
PUT Motorsport

"I win or I learn, but I never lose." Melinda Emerson
Avatar użytkownika
pawel92setter
 
Dołączył(a): Śr lut 27, 2008 8:48
Lokalizacja: Poznań
GG: 7508974

Postprzez verelad Pn maja 20, 2013 17:13  Re: Koszykówka

pawel92setter napisał(a):Dobrze jeszcze grał IMO Felton


WTF? Złowił coś dużego? :dusi:
Avatar użytkownika
verelad
 
Dołączył(a): N wrz 30, 2007 11:43
Lokalizacja: Bydgoszcz

Postprzez chmiel Pn maja 20, 2013 23:50  Re: Koszykówka

pawel92setter napisał(a):Po takim pierwszym meczu sądzę, że Memphis nie będzie w stanie wygrać więcej niż 2 spotkania.

Rzeczywiście również zacząłem myśleć, że może być trudno ugrać Memphis więcej niż 2 spotkania. Ale nie możemy być tego tacy pewni wcale. Spójrzmy chociażby, jak zaczynali oni dwie poprzednie rundy. Każdą rozpoczynali od porażki. Z Clippersami nawet od dwóch porażek, w tym pierwszej bardzo wysokiej i dotkliwej (ponad 20-punktowej. A mimo tych słabych początków rozkręcali się później i nie dawali szans rywalom, wygrywając potem 4 mecze pod rząd. Poza tym czy w każdym meczu Spurs będą tak skuteczni, aby pobijać swój rekord ilości celnych trójek w historii PO? Bardzo wątpię. I czy Grizzlies będą dalej aż tak nieskuteczni jak dzisiejszej nocy z tragicznym Randolphem na czele? Również wątpię. Wg mnie Game 1 nic nie przesądza, aczkolwiek na pewno trochę nam może powiedzieć. Faworytem, tak jak przypuszczałem, wydaje się być San Antonio.
#ForzaJules!
Avatar użytkownika
chmiel
moderator
 
Dołączył(a): So sie 13, 2005 10:48
Lokalizacja: Działdowo

Postprzez pawel92setter Wt maja 21, 2013 0:49  Re: Koszykówka

verelad napisał(a):
pawel92setter napisał(a):Dobrze jeszcze grał IMO Felton


WTF? Złowił coś dużego? :dusi:


Chodziło mi o Conleya oczywiście! Felton migał w tych akcjach Ellisa i się zakręciłem :P
PUT Motorsport

"I win or I learn, but I never lose." Melinda Emerson
Avatar użytkownika
pawel92setter
 
Dołączył(a): Śr lut 27, 2008 8:48
Lokalizacja: Poznań
GG: 7508974

Postprzez chmiel Pt cze 07, 2013 3:08  Re: Koszykówka

Za nami finały konferencji. Spurs przejechali się po Grizzlies i nie oddali nawet jednego meczu. Niby było na styk, niby rozstrzygało się wszystko w końcówkach lub nawet dogrywkach, ale zawsze to San Antonio wychodziło zwycięsko z tego pojedynku. Natomiast Heat zapewnili sobie awans dopiero w decydującym Game 7, w którym zdominowali Pacers i zagrali wreszcie tak, jak się po nich oczekiwało. Wreszcie swoje trafił Allen, Wade tak jakby na chwilę zapomniał o problemach zdrowotnych, a LeBron zagrał kolejny kapitalny mecz i Indiana była bez szans. Miami jak przystało na mistrzów, przycisnęło wtedy, kiedy było trzeba. Generalnie jednak Indiana sprawiła Heat wiele, wiele problemów, co nie było w sumie niespodzianką, bo wiadomo było od dawna, że przynajmniej jeśli chodzi o pierwszą piątkę, to mają świetne (o ile nie najlepsze w lidze) match-upy na obrońców tytułu. Wyeliminowali smallball Heat, Hibbert wyglądał jak najlepszy center ligi, Paul George grał możę nie jak MVP, ale jak TOP5 graczy ligi przez większość serii, West ich udanie wspomagał, a i reszta robiła, co mogła. Należą się im naprawdę wielkie brawa, mimo że ostatecznie zostali pokonani. Co do Miami, to po raz 3. z rzędy zagrają w finałach NBA, ale poza ostatnim meczem nie było to Miami, jakie oglądaliśmy w poprzednim sezonie lub podczas sezonu regularnego. Nie było BIG3 oraz świetnych pomocników. Przypominało to raczej Cleveland Cavaliers za czasów Króla Jamesa, kiedy to musiał on robić na parkiecie wszystko i ciągnąć na własnych barkach cały zespół. Mimo katastrofalnego Battiera, fatalnego Allena, słabiutkiego Wade'a, przeciętnego Bosha i reszty, która wcale nie grała lepiej, LeBron prowadził Miami do finału. Kolejny raz pozamykał jadaczki jego hejterom i udowodnił, że jest najlepszym koszykarzem na tej planecie i nikt nie powinien mieć co do tego żadnych wątpliwości. Szkoda tylko, że jeśli jego drużyna nie obroni tytułu, to nawet jeśli będzie to wina wszystkich, tylko nie go, to i tak całe gromy i cała krytyka spadnie właśnie na niego...

Co do finałów, które rozpoczynają się dosłownie za chwileczkę, chyba żadne rozstrzygnięcie poza szybkim sweepem którejś z drużyn nie będzie dla mnie zaskoczeniem. Faworyta ciężko mi wskazać. San Antonio po szybkim odprawieniu Memphis miało długi odpoczynek, który był im bez wątpienia potrzebny. Zebrali siły, kto musiał, to się podleczył. Na pewno są gotowi i wypoczęci. Również Popovich miał sporo czasu na to, aby opracować system gry oraz strategię na finały. Mają świetną drużynę, prawdziwy kolektyw wręcz bez słabych punktów, a na czele wspaniałego Parkera i wciąż znakomitego Duncana oraz genialnego dowódcę na ławce. Wiele za nimi przemawia. Jednak Heat to obecni mistrzowie, również mają świetny zespół i jak widać, potrafią przycisnąć, kiedy jest to konieczne. Ale muszą zagrać lepiej niż zagrali w serii z Pacers. Przede wszystkim lepiej musi zagrać Battier i Allen. Muszą częściej trafiać za trzy, muszą rozciągnąć szyki defensywne Spurs. Potrzebne będą rzuty Bosha z półdystansu, aby wyciągnąć wysokiego podkoszowego rywali dalej od kosza, co przeciwko Pacers wychodziło mu słabiutko, bo po prostu nie trafiał. Potrzebny będzie Wade, który będzie robił tyle, na ile pozwoli mu kolano. Bo widać, że nie jest on w tej chwili w stanie grać na pełnych obrotach regularnie co 2-3 dni. Fizycznie nie jest to ten Wade, którego znamy z poprzednich lat. Jeśli będzie się czuł dobrze, to potrzebny będzie Wade taki jak w meczu nr 7 finałów konferencji, a jeśli kolano będzie mocno doskwierać, to powinien on nie grać jako druga opcja Miami, ale jako role player. Potrzebny też będzie Chalmers nadążający za Parkerem w obronie. Potrzebni będą też inni, ale głównie potrzebny będzie i tak oczywiście LeBron. To on definiuje w tej chwili zespół Miami. To dzięki niemu ten zespół jest tak dobry. Musi panować na parkiecie, musi dyrygować swoim zespołem. Musi rzucać, kiedy trzeba. Musi podawać, kiedy trzeba. King James musi być po prostu sobą. Ja osobiście przypuszczam, że seria będzie długa. Może poszczególne spotkania nie będą na styk, ale raczej nie skończy się to szybciej niż w 6 meczach. A że przy długiej serii ostatnie dwa mecze będą rozgrywane w Miami, to stawiam właśnie na ten zespół. Mój typ: 4:3 dla Miami.
#ForzaJules!
Avatar użytkownika
chmiel
moderator
 
Dołączył(a): So sie 13, 2005 10:48
Lokalizacja: Działdowo

Postprzez krisow Śr cze 19, 2013 8:25  Re: Koszykówka

I mamy mecz nr 7 w finale NBA. Chociaż cudem do niego doszło. Spurs praktycznie mieli pierścienie na palcach. Prowadzenie w IV kwarcie +10 pkt., potem strata przewagi 5 pkt w ostatniej minucie i na koniec pozwolenie na zbiórkę przy niecelnej trójce Miami i rozpaczliwy rzut Allena trafiający do kosza. A jeszcze mamy kontrowersyjną akcję Ginobiliego w dogrywce przy stanie 101-100 dla Miami, strata czy raczej był faul? Obawiam się, że San Antonio mogą mieć problem z motywacją po takiej porażce na własne życzenia.

PS. Kreowany na MVP Green dziś rzucił 3 pkt., także powoli z tym kreowaniem gwiazd :)
Obrazek
Ceterum censeo Karthaginem delendam esse
Avatar użytkownika
krisow
 
Dołączył(a): Pt lip 29, 2005 14:16
Lokalizacja: Lidzbark Warmiński

Postprzez chmiel Cz cze 20, 2013 11:13  Re: Koszykówka

Póki co moje przypuszczenia co do serii finałowej się sprawdzają. Seria jest długa i wyrównana, choć poszczególne spotkania raczej takie równe nie są. W zasadzie tylko 2 mecze były na styk do końca. Dokładnie tak jak przewidywałem. ;) Niestety decydującego spotkania nie będę mógł obejrzeć na żywo, bo mam trochę pracy związanej ze studiami, ale liczę na jakiś epicki mecz, bo póki co cała seria jest moim zdaniem właśnie epicka. :)
#ForzaJules!
Avatar użytkownika
chmiel
moderator
 
Dołączył(a): So sie 13, 2005 10:48
Lokalizacja: Działdowo

Postprzez chmiel Wt cze 25, 2013 17:41  Re: Koszykówka

Czas wspomnieć chociaż o zakończonych już w zeszłym tygodniu finałach NBA. Były one moim zdaniem naprawdę fantastyczne, okraszone przede wszystkim super emocjonującymi i genialnymi Game 6 oraz Game 7. Były różne momenty, szala zwycięstwa przechylała się raz w jedną, raz w drugą stronę, mieliśmy różnych bohaterów i różne świetne historie, no i jak już napisałem, fenomenalne ostatnie dwa mecze, podczas których nikt nie mógł się nudzić. Sportowo moim zdaniem również ten pojedynek stał na znakomitym poziomie, bo spotkały się w nim rzeczywiście dwie najlepsze drużyny tego sezonu.

W G6 Spurs mieli już 12 pkt przewagi jeszcze przed końcem III kwarty, natomiast kiedy na zegarze pozostawało 30 sekund do syreny kończącej mecz, niektórzy kibice Miami zaczęli już wychodzić z hali, nie mając nadziei na zwycięstwo Heat, a ochroniarze rozwijali już żółte taśmy, przygotowując się na mistrzowską fetę. Jednak celne trójki Jamesa oraz Allena w ostatnich 20 sekundach meczu pozwoliły doprowadzić do dogrywki, w której Miami uratowali serię finałową. Potem był mecz nr 7, w którym oba zespoły szły łeb w łeb i mogły to spotkanie wygrać prowadzone przez swoich liderów w osobach Jamesa oraz Duncana. W ostatniej minucie jednak jeden z tych liderów nie wykorzystał swojej okazji, a drugi można powiedzieć, że zamknął mecz. Na 45 sekund przed końcem Duncan nie trafił rzutu, który raczej trafia, a sekundę później jego dobitka również nie okazała się skuteczna. Za to na 27 przed końcem James wziął sprawy w swoje ręce, wyszedł w górę, rzucił i trafił daggera. Chwile później jeszcze przejął złe podanie Ginobiliego, został sfaulowany, wykorzystał oba osobiste i już było pozamiatane. Mierzyły się ze sobą dwie wielkie drużyny i zdecydowały detale, szczegóły. Miami było minimalnie lepsze, ale gdyby wygrali Spursi, to nikt nie mógłby powiedzieć, że nie zasłużyli. Obie drużyny zasłużyły na wielkie brawa. Takie serie, takie finały chce się po prostu oglądać. Brawo!

A teraz coś o zdobywcy nagrody MVP. Wyjdzie może tego nawet więcej niż o samych finałach, ale dla mnie osobiście to ważniejszy wątek, bo team któremu kibicuje nie zagrał nawet w PO. W finałach był za to właśnie gracz, któremu życzę najlepiej - LeBron James. Udało mu się zdobyć nagrodę dla MVP finałów dwa razy z rzędu jako trzeciemu w historii po Jordanie i Olejuwonie. LeBron James ku rozpaczy jego "hejterom" udowodnił, że jest obecnie najlepszym koszykarzem na świecie, a po zakończonej karierze uważany będzie za jednego z najlepszych w historii. Wcześniej zarzucano mu, że jest to Król bez pierścienia, ale posiada je już dwa. Niektórzy mówią, że potrzebował do tego Wade'a, ale w tym stwierdzeniu nie ma cienia prawdy, bo w obu mistrzowskich sezonach to James był liderem i tym, dzięki któremu głównie Miami sięgało po tytuł. Potrzebował po prostu dobrej drużyny, jaką posiadali wszyscy byli mistrzowie jak Jordan, Magic, Bird, Bryant czy inni, a nie średniaków, którzy bez niego pałętaliby się w dolnych rejonach tabeli. Każdy z wielkich mistrzów musiał mieć stojący za sobą dobry zespół i co najmniej jednego świetnego pomocnika. Tego właśnie potrzebował James i najzwyczajniej w świecie należało mu się to. Niektórzy narzekają też, że nie ma takich zdobyczy punktowych jak miał np. Jordan, ale to zupełnie inny typ gracza. On dominuje grę w inny sposób. Michael brał piłkę do rąk i rzucał, LeBron za to jest świetnym playmakerem i jeśli ktoś ma lepszą pozycje od niego, to oddaje mu piłkę. Król James w tegorocznych finałach był najlepszy w punktach, zbiórkach, asystach oraz przechwytach. Pełna dominacja. Po obu stronach parkietu. Jedyne z czym się mogę zgodzić to zarzut, że potrafi zawieść przy rzutach w ostatnich sekundach gry. Owszem, nie ma takiego jump shota jak miał Jordan czy ma Kobe, jednak można spojrzeć na to też z innej strony. Czy James zawiódł w najważniejszych momentach zakończonych niedawno finałów? W ostatnich dwóch meczach, w tzw. elimination games dla Miami, LeBron zdobył średnio 34,5 pkt, 11 zbiórek oraz 7,5 asysty. No i czy zawiódł w ostatnich sekundach decydującego, ostatniego pojedynku? Trafił daggera, nie zadrżała mu ręka przy wolnych i zamknął mecz. Tak, on to zrobił, nikt inny. Niestety ludzie, mając w pamięci Jordana (albo nawet co gorsza nie mając w pamięci, a tylko opierając się na filmikach z YouTube...), chcą, aby gwiazdy NBA grały właśnie tak jak on. Brały piłkę w rękę, rzucały, pobijały rekordy punktowe i najlepiej trafiły przy tym buzzer-beatery. Bryant był bardzo podobny do Michaela, spełniał w dużym stopniu te wymagania. Ale może teraz czas innego rodzaju gwiazdę? Wszechstronną, dominującą w większej ilości elementów gry, sprawiającą, że koledzy wyglądają przy nim na lepszych niż rzeczywiście są, a przede wszystkim gwiazdy o niesamowicie wysokiej koszykarskiej inteligencji? Taki właśnie jest LeBron. Nigdy nie będzie Jordanem, nie będzie Bryantem, będzie LeBronem Jamesem. Tworzy swoją własną historię, a nie historię opartą na kimś, kto był przed nim. I ludzie powinni oddać Królowi co królewskie. Muszę przyznać, że przez to jak jest nienawidzony przez wielu kibiców koszykówki, sam zacząłem mu kibicować, aby zamykał hejterom gęby. I bardzo się cieszę, że LeBron pisze własną historię.
#ForzaJules!
Avatar użytkownika
chmiel
moderator
 
Dołączył(a): So sie 13, 2005 10:48
Lokalizacja: Działdowo

Postprzez fordern Śr cze 26, 2013 13:16  Re: Koszykówka

Ja szczególnie z ostatecznego wyniku finałów nie jestem zadowolony, bo kibicowałem dziadkom z San Antonio. Niestety, było widać że pod koniec już jest słabo z kondycją, bo nie trafiali niemal wszystkiego co się dało. Szkoda, że Ginobili tak zawiódł w szóstym meczu (szczególnie po świetnym piątym) - możliwe, że Allen nie wyrównałby tego meczu w końcówce, i mielibyśmy mistrza. Siódmy mecz to inna historia. Przykro się patrzyło na wściekłego Duncana, który spudłował taki rzut, którego nie zwykł pudłować. No ale trudno, za rok wezmą aparaty tlenowe i wygrają. :)
Obrazek
Avatar użytkownika
fordern
 
Dołączył(a): Cz lis 02, 2006 16:21
Lokalizacja: Kyoto Ring
GG: 1411891

Postprzez Reyes666 Śr cze 26, 2013 14:16  Re: Koszykówka

chmiel napisał(a):W finałach był za to właśnie gracz, któremu życzę najlepiej - LeBron James. Udało mu się zdobyć nagrodę dla MVP finałów dwa razy z rzędu jako trzeciemu w historii po Jordanie i Olejuwonie.


Zapomniałeś o Shaqu (2000-2002) i Kobem (2009-2010), więc to czwarty gracz, z resztą ciężko się nie zgodzić.
Obrazek
Reyes666
 
Dołączył(a): So lip 07, 2007 19:24

Postprzez chmiel Pn lip 01, 2013 23:40  Re: Koszykówka

Rzeczywiście. Tyle że nie zapomniałem, bo nawet nie starałem się szukać pamięcią, czy byli jeszcze inni gracze, którzy coś takiego osiągnęli. Po prostu natknąłem się na taką statystykę i ją przytoczyłem bez uprzedniego sprawdzenia. Mój błąd.

A tymczasem tworzy się niezła ekipa w Brooklynie, Boston został bez trenera i wszystkich gwiazd poza Rondo, a do domu Howarda przybywają kolejne pielgrzymki z różnych klubów.
#ForzaJules!
Avatar użytkownika
chmiel
moderator
 
Dołączył(a): So sie 13, 2005 10:48
Lokalizacja: Działdowo

Postprzez tuba Wt wrz 12, 2017 20:20  Re: Koszykówka

Odkopię temat by sprawdzić czy jest ktoś zainteresowany NBA. Zbliżający się sezon na zachodzie może być szalony, biorąc pod uwagę wzmocnienia Houston i Oklahomy. Jakieś przemyślenia odnośnie kolejnej edycji walki o pierścienie?
"So you thought it was end of the story..."
Avatar użytkownika
tuba
 
Dołączył(a): Pt mar 28, 2008 11:41
Lokalizacja: Blizne

Postprzez fordern Śr wrz 13, 2017 21:48  Re: Koszykówka

chmiel napisał(a):A tymczasem tworzy się niezła ekipa w Brooklynie, Boston został bez trenera i wszystkich gwiazd poza Rondo


Z perspektywy czasu bardzo to fajnie brzmi ;)
Obrazek
Avatar użytkownika
fordern
 
Dołączył(a): Cz lis 02, 2006 16:21
Lokalizacja: Kyoto Ring
GG: 1411891

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Inne dyscypliny sportu

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość