Zespoły sfrustrowane kolejnym błędem FIA

Aston Martin ma rozważać złożenie oficjalnego protestu.
09.10.2619:10
Maciej Wróbel
158wyświetlenia
Embed from Getty Images

Błąd w kontroli wyścigu, który spowodował ograniczenie mocy w bolidach podczas kwalifikacji do sprintu przed Grand Prix Singapuru, wywołał frustrację w kilku zespołach. Aston Martin nadal zastanawia się, jakie kroki może podjąć w tej sprawie.

Pierwsza część kwalifikacji do sprintu na torze Marina Bay została na kilka minut przerwana czerwoną flagą, aby umożliwić uprzątnięcie odłamków z bolidu Sergio Pereza.

Po wznowieniu sesji błąd ludzki w kontroli wyścigu sprawił, że nie aktywowano ponownie trybu wyprzedzania który domyślnie pozostaje dostępny przez cały czas trwania kwalifikacji. Kilku kierowców zgłosiło, że ich bolidy dysponują zaskakująco małą mocą. Przyczyną był brak dodatkowego wsparcia ze strony układu elektrycznego.

Gdy zorientowano się w pomyłce, jeden z pracowników kontroli wyścigu ponownie aktywował tryb na 27 sekund, po czym znów go wyłączył.

Błąd ten miał poważny wpływ na wyniki SQ1. Niektóre samochody ustanowiły swoje najlepsze czasy jeszcze przed przerwaniem sesji, korzystając z trybu wyprzedzania w normalnym zakresie. Po wznowieniu rywalizacji inne bolidy nie były w stanie poprawić swoich rezultatów bez dodatkowej mocy lub znalazły się poza pierwszą szesnastką, która zapewniała awans do kolejnej części kwalifikacji.

Choć problem w pewnym stopniu dotknął większość stawki, szczególnie ucierpieli Arvid Lindblad, Lance Stroll oraz obaj kierowcy Williamsa - wszyscy odpadli już w SQ1.

Według informacji uzyskanych przez Autosport, po zakończeniu SQ1 Williams zwrócił się do kontroli wyścigu z prośbą o dopuszczenie wszystkich 22 samochodów do SQ2, co w praktyce oznaczałoby rozpoczęcie rywalizacji od nowa, bez uwzględniania wcześniejszych wyników.

Z ustaleń publikacji wynika jednak, że sędziowie zawodów odrzucili ten wniosek, ponieważ nie mieli pewności, czy przepisy dają im możliwość podjęcia takiej decyzji. Nie można było również zgodzić się na powtórzenie SQ1, ponieważ zespoły nie dysponowały wystarczającą liczbą kompletów opon.

Gdy dyrektor FIA do spraw samochodów jednomiejscowych, Nikolas Tombazis, spotkał się z zespołami i kierowcami, których dotknął problem, Williams i Racing Bulls mieli być wyjątkowo sfrustrowani przebiegiem wydarzeń. Oba zespoły zasygnalizowały jednak, że nie zamierzają składać oficjalnego protestu przeciwko wynikom kwalifikacji do sprintu.

Aston Martin dawał natomiast do zrozumienia, że chce zachować sobie możliwość podjęcia dalszych działań, zależnie od tego, czy FIA zdecyduje się na dodatkowe kroki naprawcze.

Wszystko wskazuje jednak na to, że wyniki kwalifikacji do sprintu nie zostaną już zmienione. Na tym etapie nie ma również podstaw do skutecznego zakwestionowania wyników SQ1 w drodze protestu. Trudno zresztą wskazać, jakie działania organ zarządzający mógłby podjąć, aby naprawić sytuację, nie wywołując przy tym kolejnych kontrowersji wśród zespołów.

To już drugi poważny problem w ciągu dwóch kolejnych weekendów wyścigowych. W ubiegłym tygodniu start Grand Prix Bahrajnu w Malezji został opóźniony z powodu błędu oprogramowania w układach sterujących jednostką napędową.

Problem w kontroli wyścigu FIA był niezależny od osobnej usterki systemu pomiaru czasu, za który odpowiada kierownictwo Formuły 1. Błąd ten sprawił, że podczas SQ1 nie zarejestrowano kilku czasów okrążeń. Brak wiarygodnych danych dodatkowo zdezorientował kierowców, którzy nie wiedzieli, czy ich wyniki wystarczą do awansu do SQ2, co jeszcze bardziej spotęgowało chaos.