Tsunoda wziął na siebie odpowiedzialność za kolizję z Gasly'm

Cały zespół AlphaTauri jest rozczarowany utratą szansy na podwójny finisz w punktach.
05.07.2217:28
Maciej Wróbel
1130wyświetlenia
Embed from Getty Images

Yuki Tsunoda przyznał, że bierze na siebie odpowiedzialność za doprowadzenie do kolizji z zespołowym partnerem, Pierre'em Gaslym, do której doszło na 11. okrążeniu wyścigu o Grand Prix Wielkiej Brytanii.

Duet AlphaTauri znajdował się na pozycjach 7. i 8. w momencie kolizji, która ostatecznie doprowadziła do wycofania się Gasly'ego z wyścigu, podczas gdy Tsunoda finiszował na odległej, czternastej pozycji. Z nagrań z kamer pokładowych wynika, że walka zaczęła się już w Stowe na poprzednim okrążeniu, kiedy to Gasly zaczął zmagać się z coraz bardziej zużywającym się miękkim ogumieniem.

Problemy Gasly'ego pozwoliły się zbliżyć do niego Tsunodzie, który podjął się próby ataku w zakręcie Village. Tam Japończyk zaliczył uślizg, doprowadzając do kontaktu z bolidem Francuza, przez co obaj obrócili się i stracili wiele pozycji. Zapytany o stan samochodu, zawodnik z Sagamihary odparł: Samochód jest w porządku, ale k***a mać!

Sędziowie w tej sytuacji uznali Tsunodę za winnego doprowadzenia do kolizji i postanowili nałożyć na niego karę doliczenia pięciu sekund. Do superlicencji 22-latka doliczono również dwa punkty karne i ma ich on obecnie na swoim koncie osiem.

Choć Japończyk przyznaje, że sądził, iż miał wystarczająco dużo miejsca na przeprowadzenie manewru, to jednocześnie zgadza się z werdyktem sędziów. Z mojej perspektywy, z moją prędkością, łatwo było pokonać ten zakręt - powiedział Tsunoda w rozmowie z Autosportem. Z drugiej strony nie spodziewałem się, że on zamknie drzwi. Oczywiście nie zrobił tego do końca, ale i tak zabrakło mi miejsca.

Oczywiście, jeśli ze sobą walczymy, zostawiamy sobie - na tyle ile jest to możliwe - jak najmniej miejsca, ponieważ nikt nie chce łatwo oddać pozycji. Rozumiem więc Pierre'a. Oczywiście mogłem czekać na inną okazję. Przede wszystkim przepraszam zespół. Zdecydowanie musimy odbyć rozmowę. Byłem zdecydowanie szybszy, ale koniec końców to była moja wina. Nie mogę powiedzieć niczego innego.

Na pewno nie przesadziłem z prędkością. Uważam, że nadal możliwe było, abym zmieścił się w białej linii na wyjściu, ponieważ próbę ataku zacząłem jeszcze przed zakrętem, a nie w nim. Nie spodziewałem się, że on spróbuje ze mną walczyć w zakręcie, ale to był mój błąd. Moje zdolności przewidywania w tym wypadku zawiodły. Jest więc to coś, czego mogę się jeszcze nauczyć, aby uniknąć podobnego błędu następnym razem.

Pierre Gasly nie zdecydował się na publiczną krytykę zespołowego kolegi, lecz nie krył swojej frustracji po wyścigu. Jestem naprawdę rozczarowany, ponieważ po restarcie byliśmy w bardzo dobrym położeniu. Obaj w punktach, na torze, na którym wcześniej niesamowicie się męczyliśmy - powiedział Francuz.

Jest to coś, co musi zostać przedyskutowane wewnętrznie i nie będę zaczynał rozmowy tutaj, ale jestem bardzo rozczarowany utratą tak dobrej okazji, jak ta. W tak trudnym sezonie, jaki mamy w tym roku, nie możemy pozwolić sobie na utraty tego typu okazji. To pierwszy raz, gdy mamy taki scenariusz i to było po prostu niepotrzebne.

Dyrektor techniczny AlphaTauri, Jody Egginton, podkreślił, że zespół nie był zadowolony z manewru Tsunody. To bardzo frustrujące odrzucić tak dobrą okazję na punkty na koniec weekendu, w którym zespół i kierowcy pracowali tak ciężko, by wydobyć maksimum z pakietu i doprowadzić samochody do pozycji, w której mogą walczyć o punkty - powiedział Brytyjczyk.

Kolizja pomiędzy zespołowymi partnerami to nigdy nie jest coś dobrego, a w tym wypadku, gdzie oba samochody zostały mocno uszkodzone a jeden z nich musieliśmy wycofać, nie było już odwrotu. Jako zespół musimy usiąść i przeprowadzić niezbędne rozmowy, jako że manewr, jaki Yuki dziś przeprowadził nie należał do najlepszych i musimy tego uniknąć w przyszłości.

Tsunoda swój lot powrotny do Włoch odbył wraz z szefem zespołu, Franzem Tostem, dzięki czemu obaj mieli wiele czasu na rozmowę na temat incydentu.