McLaren nie zamierza wstrzymywać rozwoju MCL40
Dalszy rozwój tegorocznego bolidu ma nie odbywać się kosztem przygotowań do 2027 roku.
12.08.2609:39
19wyświetlenia
Embed from Getty Images
Po trudnym początku sezonu 2026 McLaren zaczyna odzyskiwać formę, która w poprzednich dwóch latach pozwoliła mu walczyć na czele stawki. Duży krok naprzód przyniósł pakiet poprawek wprowadzony podczas Grand Prix Węgier. Zmodyfikowana podłoga oraz kolejna wersja przedniego skrzydła pozwoliły rozwinąć rozwiązania zastosowane wcześniej w Miami i Montrealu. Efektem było pierwsze w tym sezonie zwycięstwo Lando Norrisa.
Na razie nie wiadomo jednak, czy tempo zaprezentowane na Hungaroringu uda się powtórzyć na torach o odmiennej charakterystyce i w innych warunkach. Poprawa formy prawdopodobnie nastąpiła również zbyt późno, aby McLaren mógł realnie myśleć o obronie mistrzowskich tytułów. Zespół traci 159 punktów do prowadzącego Mercedesa, a Norris zajmuje dopiero piąte miejsce w klasyfikacji kierowców. Dyrektor techniczny ds. inżynierii Neil Houldey wyjaśnił, że problemy na początku sezonu były częściowo konsekwencją ubiegłorocznej walki z Maksem Verstappenem. McLaren do samego końca rozwijał samochód na sezon 2025, jednocześnie pracując nad konstrukcją przygotowywaną na nowe przepisy.
Mimo coraz większego znaczenia projektu na sezon 2027 McLaren nie zamierza wcześnie kończyć prac nad MCL40. W kolejnych rundach mają pojawić się następne istotne modyfikacje, a rozwój tegorocznej konstrukcji ma być kontynuowany nawet w końcowej fazie mistrzostw.
Przyszłoroczny McLaren ma różnić się od obecnego samochodu. Zespół pracuje między innymi nad dłuższym rozstawem osi oraz zmienioną konstrukcją zawieszenia. Modyfikacjom ulegną również przepisy techniczne, w tym regulacje dotyczące przedniej części podłogi. Zdaniem Houldey'a nie zmienia to jednak wartości danych zbieranych podczas dalszego rozwoju MCL40.
Jednym z obszarów, w których McLaren czerpie inspirację z konkurencji, jest aktywne tylne skrzydło. Zespół jako trzeci przetestował odwróconą konstrukcję, którą po raz pierwszy Ferrari zaprezentowało podczas zimowych testów. Houldey przyznał, że McLaren był nieco rozczarowany, iż wcześniej nie dostrzegł możliwości stworzenia takiego rozwiązania. Jego zdaniem pokazuje to jednak, że obecne regulacje pozostawiają konstruktorom więcej swobody, niż początkowo zakładano.
Po trudnym początku sezonu 2026 McLaren zaczyna odzyskiwać formę, która w poprzednich dwóch latach pozwoliła mu walczyć na czele stawki. Duży krok naprzód przyniósł pakiet poprawek wprowadzony podczas Grand Prix Węgier. Zmodyfikowana podłoga oraz kolejna wersja przedniego skrzydła pozwoliły rozwinąć rozwiązania zastosowane wcześniej w Miami i Montrealu. Efektem było pierwsze w tym sezonie zwycięstwo Lando Norrisa.
Na razie nie wiadomo jednak, czy tempo zaprezentowane na Hungaroringu uda się powtórzyć na torach o odmiennej charakterystyce i w innych warunkach. Poprawa formy prawdopodobnie nastąpiła również zbyt późno, aby McLaren mógł realnie myśleć o obronie mistrzowskich tytułów. Zespół traci 159 punktów do prowadzącego Mercedesa, a Norris zajmuje dopiero piąte miejsce w klasyfikacji kierowców. Dyrektor techniczny ds. inżynierii Neil Houldey wyjaśnił, że problemy na początku sezonu były częściowo konsekwencją ubiegłorocznej walki z Maksem Verstappenem. McLaren do samego końca rozwijał samochód na sezon 2025, jednocześnie pracując nad konstrukcją przygotowywaną na nowe przepisy.
Pod koniec poprzedniego sezonu mieliśmy intensywną, choć trochę niespodziewaną rywalizację z Maksem. Rozwijaliśmy samochód praktycznie do końca roku, jednocześnie pracując nad konstrukcją na 2026 rok. W efekcie na początku tego sezonu byliśmy nieco z tyłu względem kilku zespołów. Wykonaliśmy całkiem dobrą pracę, wprowadzając wiele ulepszeń, które zwiększyły osiągi samochodu. Poprawiliśmy naszą sytuację zarówno pod względem jednostki napędowej, jak i samego bolidu. Trzeba jednak przyznać, że kilka zespołów wykonało lepszą pracę. W drugiej połowie sezonu musimy znaleźć sposób, żeby rozwijać się szybciej od nich- powiedział Houldey.
Mimo coraz większego znaczenia projektu na sezon 2027 McLaren nie zamierza wcześnie kończyć prac nad MCL40. W kolejnych rundach mają pojawić się następne istotne modyfikacje, a rozwój tegorocznej konstrukcji ma być kontynuowany nawet w końcowej fazie mistrzostw.
W najbliższych kilku wyścigach zamierzamy wprowadzić kilka dużych elementów i planujemy robić to również dość późno w sezonie. Zdecydowanie nie zatrzymujemy rozwoju samochodu na 2026 rok, ponieważ wiemy, że wszystko, czego się teraz nauczymy, wykorzystamy w 2027 roku- podkreślił Brytyjczyk.
Przyszłoroczny McLaren ma różnić się od obecnego samochodu. Zespół pracuje między innymi nad dłuższym rozstawem osi oraz zmienioną konstrukcją zawieszenia. Modyfikacjom ulegną również przepisy techniczne, w tym regulacje dotyczące przedniej części podłogi. Zdaniem Houldey'a nie zmienia to jednak wartości danych zbieranych podczas dalszego rozwoju MCL40.
Nawet jeśli samochód będzie trochę dłuższy i zmieni się koncepcja zawieszenia, wszystko, czego uczymy się w tym roku, pozostaje bardzo istotne z punktu widzenia przyszłego sezonu. Dlatego chcemy rozwijać obecny bolid tak długo, jak będzie to możliwe. Najlepszym sposobem na zrozumienie osiągów nowych rozwiązań jest zamontowanie ich w samochodzie, sprawdzenie na torze i upewnienie się, że działają zgodnie z oczekiwaniami. Gdybyśmy teraz zatrzymali rozwój, weszlibyśmy znacznie bardziej w świat teorii, a to nie oznacza automatycznie, że uzyskalibyśmy dzięki temu dużo większy postęp w 2027 roku- wyjaśnił.
Jednym z obszarów, w których McLaren czerpie inspirację z konkurencji, jest aktywne tylne skrzydło. Zespół jako trzeci przetestował odwróconą konstrukcję, którą po raz pierwszy Ferrari zaprezentowało podczas zimowych testów. Houldey przyznał, że McLaren był nieco rozczarowany, iż wcześniej nie dostrzegł możliwości stworzenia takiego rozwiązania. Jego zdaniem pokazuje to jednak, że obecne regulacje pozostawiają konstruktorom więcej swobody, niż początkowo zakładano.
Pod względem aerodynamicznym samochody mogą wyglądać dość podobnie, ale w rzeczywistości takie nie są. Przepisy pozostawiają nam wystarczająco dużo swobody. W pierwszym roku obowiązywania regulacji można bardzo dużo nauczyć się zarówno od innych zespołów, jak i poprzez ponowną analizę samych przepisów- zakończył.