Vasseur: Zamierzam się dalej trzymać zasad

58-latek odrzuca sugestie, jakoby wydarzenia z Monzy świadczyły o kryzysie wewnątrz zespołu.
11.09.2611:09
Karol Kos
36wyświetlenia
Embed from Getty Images

Fred Vasseur przyznaje, że po Grand Prix Włoch konieczne było wyjaśnienie kilku kwestii pomiędzy Charlesem Leclerkiem i Lewisem Hamiltonem. Szef Ferrari zdecydowanie odrzuca jednak sugestie mówiące o tym, że wydarzenia na Monzy świadczą o wewnętrznym kryzysie w zespole. Vasseur po wyścigu rozmawiał z obydwoma kierowcami zarówno o wydarzeniach na torze, jak i ich późniejszych wypowiedziach. Francuz uważa, że sytuacja została szybko wyjaśniona.

Odbyliśmy dobre spotkania z Lewisem i Charlesem. Wyjaśnili wszystko między sobą, a ja przypomniałem im kilka fundamentalnych zasad dotyczących sposobu, w jaki zarządzam zespołem. Zamierzam się ich nadal trzymać - powiedział Vasseur w rozmowie z Autosportem.

Szef Ferrari oczekuje przede wszystkim, że kierowcy będą brali na siebie część odpowiedzialności za ochronę pracy całego zespołu. Jak podkreślił, sam stosuje tę zasadę zarówno po sukcesach, jak i porażkach. Przypomniałem Lewisowi, że kiedy dwa lata temu wygraliśmy wyścig w Melbourne dzięki strategii, wysłałem Ravina Jaina na podium, ponieważ należało mu się uznanie. Kiedy przegraliśmy wyścig przez strategię, to ja stanąłem przed kamerami i wziąłem odpowiedzialność. Moim zadaniem jest chronić setki osób pracujących w zespole i brać odpowiedzialność. O to samo poprosiłem kierowców. Jeśli chcemy osiągać wyniki, musimy chronić zespół i każdy z nas musi brać odpowiedzialność za swoje działania - powiedział.

Nie proszę ich, żeby przestali mówić otwarcie albo byli mniej stanowczy. Bardzo często jednak w rozmowach z nami są znacznie spokojniejsi niż później przed mediami. Lewis powiedział mi: Fred, 80 procent mojej wypowiedzi było pozytywne, a oni wybrali te 20 procent negatywnych. Ale wszyscy wiemy, jak to działa. Jeśli powiesz, że zespół wykonuje dobrą pracę, a potem dodasz „ale”, właśnie ta część stanie się nagłówkiem. To część tej gry - stwierdził.

Zdaniem szefa Ferrari dokładnie w ten sposób rozrosła się narracja po Grand Prix Włoch. Hamilton i Leclerc znaleźli się blisko kontaktu, Brytyjczyk zaatakował bardzo agresywnie, a Monakijczyk później przyznał się do własnego błędu. W krótkim czasie zwykły incydent na torze zaczął być jednak przedstawiany jako dowód problemów z zarządzaniem kierowcami i sytuacją wewnątrz zespołu.

Charles po naszej rozmowie powiedział: Byłem zbyt agresywny. Dla mnie sprawa jest wtedy jasna. Kiedy Kimi walczył z Russellem, skończył na żwirze, podobnie jak Lewis na starcie. W naszym przypadku bardzo szybko przeszliśmy jednak od incydentu na torze do rozmów o kryzysie w zarządzaniu kierowcami. Myślę, że trzeba zachować właściwe proporcje - powiedział Francuz.

Vasseur odniósł się również do zasad obowiązujących Hamiltona i Leclerca podczas bezpośredniej rywalizacji. Odrzucił sugestie, że Ferrari pozostawia swoim kierowcom całkowitą swobodę bez żadnych ustaleń. Nie istnieje jednak szczegółowy kodeks określający sposób zachowania w każdej możliwej sytuacji na torze. Zamiast tego zespół opiera się na jasno określonych zasadach i odpowiedzialności obu zawodników.

Twierdzenie, że nie mamy żadnych zasad rywalizacji, nie odpowiada rzeczywistości. Nie można oczekiwać, że kontrakty będą uwzględniały każdy możliwy scenariusz na torze, bo wtedy wszystko stawałoby się kwestią interpretacji. „Ja tam byłem”, „nie, byłeś pięć centymetrów dalej” - w ten sposób niczego się nie rozwiąże. Zasady są jasne i kierowcy je znają - zaznaczył.

Filozofia Ferrari pozostaje niezmienna. Zespół traktuje obu zawodników jako kierowców numer jeden i na obecnym etapie sezonu nie zamierza wskazywać lidera. Sytuacja może się zmienić dopiero wtedy, gdy jeden z nich straci realne szanse w walce o mistrzostwo.

Kierowcy Ferrari mogą liczyć na równe traktowanie. Może nadejść moment, w którym będziemy musieli podjąć decyzję, jeśli jeden z nich wypadnie z walki. Wtedy będzie to moja decyzja. Do tego czasu będą traktowani jednakowo - zapowiedział Vasseur.

Francuz jako przykład wskazał sytuację McLarena z poprzedniego sezonu. Oscar Piastri przyjechał wówczas na Monzę z ponad 30-punktową przewagą nad Lando Norrisem, ale zespół podczas wyścigu nakazał Australijczykowi oddać Brytyjczykowi drugą pozycję.

Wyobraźcie sobie, że McLaren zdecydowałby się wtedy postawić wszystko na Piastriego. Być może Verstappen, który zakończył sezon trzy punkty za Norrisem, zostałby mistrzem świata. Właśnie to powiedziałem naszym kierowcom. Podejmiemy decyzję, kiedy będziemy bliżej końca sezonu - dlaczego nie? Ale dzisiaj nie ma nawet o czym dyskutować - dodał.

Szef Scuderii odniósł się również do oceny jednostki napędowej ADUO 2, którą Ferrari wprowadziło na Monzy. Pojawiły się opinie, że modernizacja nie przyniosła oczekiwanych rezultatów, czemu Vasseur zdecydowanie zaprzecza.

Wiem, że na pierwszy rzut oka może być to trudne do zrozumienia, ale każdy, kto ma trochę wiedzy technicznej, dokładnie wie, o czym mówię. Podam przykład. Na torze takim jak Zandvoort deficyt określonej liczby koni mechanicznych może kosztować trzy dziesiąte sekundy. Jeśli poprawimy silnik i zmniejszymy tę stratę mocy o jedną trzecią, a następnie pojedziemy na tor taki jak Monza, różnica czasu okrążenia do rywali może, zamiast się zmniejszyć, jeszcze wzrosnąć.

Nie oznacza to, że ADUO nie działa. Nawet jeśli zyskasz kilka koni mechanicznych, na Monzy możesz tracić do punktu odniesienia więcej niż wcześniej na Zandvoort. Kiedy czytam, że „ADUO nie działa”, uważam to za brak szacunku wobec ludzi pracujących nad silnikiem, ponieważ takie stwierdzenie nie odpowiada rzeczywistości.

Vasseur zdaje sobie sprawę, że prowadzenie Ferrari oznacza nieustanną presję i zainteresowanie mediów. W ostatnim czasie ponownie pojawiły się spekulacje dotyczące jego przyszłości, podobnie jak rok wcześniej, gdy plotki o możliwym odejściu Francuza krążyły mimo uzgodnionego już przedłużenia jego kontraktu.

Ktoś mówi, że zostanę zwolniony w ten weekend albo że zwolniono mnie poprzedniej nocy. Wygraliśmy dwa wyścigi, możemy wygrać kolejne i mamy jasny pomysł na to, jak wykonać następne kroki naprzód. Właśnie na tym skupiam swoją energię. Presja jest częścią mojej pracy. Nie zamierzam tracić na nią energii.

Nie do mnie należy podkreślanie, czy mam wsparcie prezesa, ale nasz kanał komunikacji jest cały czas otwarty i konstruktywny. Ponadto podczas niemal każdego weekendu wyścigowego są z nami przedstawiciele najwyższego kierownictwa z Maranello - od Johna Elkanna, przez Benedetta Vignę, po Piero Ferrariego. Myślę, że to bardzo pozytywny sygnał dla wszystkich pracujących w zespole, zarówno na torze, jak i w Maranello - podsumował.

Vasseur nie zamierza więc uciekać od presji związanej z prowadzeniem Ferrari. Oczekuje jednak, że krytyka zespołu będzie oceniana w odpowiedniej skali, a pojedyncze incydenty na torze nie będą automatycznie przedstawiane jako dowód głębszego kryzysu w Scuderii.