Wolff bagatelizuje e-głosowanie w sprawie stopnia sprężania

Austriak ciągle uważa, że jest w tym więcej polityki niż realnego problemu.
25.02.2610:59
Karol Kos
43wyświetlenia
Embed from Getty Images

Toto Wolff zapewnia, że Mercedes pozostaje obojętny wobec wyniku zbliżającego się elektronicznego głosowania dotyczącego kontrowersyjnej interpretacji przepisów o stopniu sprężania w Formule 1.

FIA planuje od sierpnia wprowadzić zmienioną metodę kontroli, po naciskach konkurencyjnych producentów jednostek napędowych, którzy twierdzą, że obecne regulacje pozostawiają pole do niejednoznaczności.

Szef Mercedesa bagatelizuje jednak znaczenie całej sprawy. Dla nas nie ma to znaczenia, niezależnie od wyniku. Nie ma znaczenia, czy obecne przepisy zostaną utrzymane, czy propozycja FIA zostanie zatwierdzona w głosowaniu elektronicznym - stwierdził Wolff.

Zapytany o szczegóły zasugerował, że wokół tematu narosło więcej polityki niż realnego problemu technicznego. Myślę, że robi się wielką aferę z czegoś, co wcale nie jest wielkim problemem. Gdyby liczby, o których się mówi, były prawdziwe, rozumiałbym powód sporu, ale w rzeczywistości to nie ma aż takiego znaczenia.

Nie robi nam większej różnicy, czy zostaniemy przy obecnych przepisach, czy przyjmiemy nową metodę kontroli. Chcemy być po prostu dobrą częścią tego sportu.

Jednocześnie Austriak zakwestionował działania rywali. Filozoficznie jestem temu przeciwny. Przepisy powinny być przestrzegane i powinniśmy ściśle współpracować z federacją. Ale co mamy zrobić, jeśli pozostali czterej producenci silników wywierają silną presję na FIA? Mogliśmy złożyć protest i walczyć, ale czy tak powinno się działać?

Wolff zaznaczył, że Formuła 1 powinna pozostać sportem opartym na rywalizacji technologicznej, a nie balansowaniu osiągów. F1 to merytokracja i nie chcemy żadnego równoważenia osiągów. Rozwijamy komponenty zgodnie z przepisami, a gdy zostają uznane za legalne, inne zespoły łączą siły i je podważają. Czy to właściwy sposób działania?

Filozoficznie się z tym nie zgadzam, ale tak było przez 50 lat historii F1. Teraz jesteśmy w takiej sytuacji. Może następnym razem to my zrobimy to komuś innemu.