Status wyścigów w Bahrajnie i Arabii wyjaśni się do 20 marca
Sky Sports informuje, że F1 nie planuje organizacji zastępczych rund.
06.03.2618:54
28wyświetlenia
Embed from Getty Images
Sky Sports F1 informuje, że decyzja w sprawie wyścigów o Grand Prix Bahrajnu oraz Arabii Saudyjskiej zapadnie do 20 marca.
Po wybuchu konfliktu zbrojnego między siłami Izraela i Stanów Zjednoczonych a Iranu, pod wielkim znakiem zapytania stanęła organizacja czwartej oraz piątej rundy sezonu 2026. Amerykańskie obiekty zlokalizowane w Bahrajnie zostały zaatakowane rakietami przez Iran, natomiast Arabia w ostatnich dniach mierzy się z nalotami dronów.
Pierwsza eliminacja Długodystansowych Mistrzostw Świata w Katarze, która miała odbyć się pod koniec marca, została już oficjalnie odroczona. Podobny los ma spotkać Grand Prix Bahrajnu oraz Arabii Saudyjskiej, które są zaplanowane kolejno 12 i 19 kwietnia.
Według ustaleń Sky Sports F1, do 20 marca zapadnie ostateczna decyzja władz Formuły 1 w sprawie kwietniowych wyścigów na Bliskim Wschodzie. W sytuacji, w której obiekty Sakhir oraz Dżudda utracą miejsce w kalendarzu, tegoroczny sezon ma skurczyć się do dwudziestu dwóch eliminacji.
Mimo plotek o pomyśle podwójnej rundy w Japonii lub przeniesieniu rywalizacji do Europy już w kwietniu, Formuła 1 z przyczyn logistycznych ma nie brać pod uwagę wyznaczania zastępstwa. Tym samym między Grand Prix Japonii a kolejnym w tej sytuacji Grand Prix Miami będzie aż pięciotygodniowa przerwa, dłuższa niż ta obowiązująca latem po zakończeniu pierwszej części mistrzostw.
Na sobotę zaplanowano spotkanie między Stefano Domenicalim a szefami zespołów, podczas którego zostanie omówiona kwestia wyścigów w Bahrajnie i Arabii Saudyjskiej.
Toto Wolff z Mercedesa przyznał, że mimo, iż chciałby ścigać się w Bahrajnie oraz Arabii Saudyjskiej, ma pełną świadomość tego, jak niestabilna jest obecna sytuacja w obu państwach.
Sky Sports F1 informuje, że decyzja w sprawie wyścigów o Grand Prix Bahrajnu oraz Arabii Saudyjskiej zapadnie do 20 marca.
Po wybuchu konfliktu zbrojnego między siłami Izraela i Stanów Zjednoczonych a Iranu, pod wielkim znakiem zapytania stanęła organizacja czwartej oraz piątej rundy sezonu 2026. Amerykańskie obiekty zlokalizowane w Bahrajnie zostały zaatakowane rakietami przez Iran, natomiast Arabia w ostatnich dniach mierzy się z nalotami dronów.
Pierwsza eliminacja Długodystansowych Mistrzostw Świata w Katarze, która miała odbyć się pod koniec marca, została już oficjalnie odroczona. Podobny los ma spotkać Grand Prix Bahrajnu oraz Arabii Saudyjskiej, które są zaplanowane kolejno 12 i 19 kwietnia.
Według ustaleń Sky Sports F1, do 20 marca zapadnie ostateczna decyzja władz Formuły 1 w sprawie kwietniowych wyścigów na Bliskim Wschodzie. W sytuacji, w której obiekty Sakhir oraz Dżudda utracą miejsce w kalendarzu, tegoroczny sezon ma skurczyć się do dwudziestu dwóch eliminacji.
Mimo plotek o pomyśle podwójnej rundy w Japonii lub przeniesieniu rywalizacji do Europy już w kwietniu, Formuła 1 z przyczyn logistycznych ma nie brać pod uwagę wyznaczania zastępstwa. Tym samym między Grand Prix Japonii a kolejnym w tej sytuacji Grand Prix Miami będzie aż pięciotygodniowa przerwa, dłuższa niż ta obowiązująca latem po zakończeniu pierwszej części mistrzostw.
Na sobotę zaplanowano spotkanie między Stefano Domenicalim a szefami zespołów, podczas którego zostanie omówiona kwestia wyścigów w Bahrajnie i Arabii Saudyjskiej.
Przede wszystkim interesuje nas bezpieczeństwo wszystkich zaangażowanych stron, ludzi oraz organizatorów. Nie chcemy już dziś stawiać jasnych deklaracji, ponieważ sytuacja cały czas się rozwija i nadal mamy przestrzeń na podjęcie odpowiedniej decyzji. Póki co jesteśmy cicho, by podobnie jak w przeszłości dokonać dobrego wyboru- powiedział Domenicali, pełniący funkcję dyrektora generalnego Formuły 1.
Toto Wolff z Mercedesa przyznał, że mimo, iż chciałby ścigać się w Bahrajnie oraz Arabii Saudyjskiej, ma pełną świadomość tego, jak niestabilna jest obecna sytuacja w obu państwach.
Przede wszystkim Formuła 1 spadła na drugie miejsce na liście priorytetów. Cały region jest w trudnej sytuacji i nie na miejscu jest teraz, by pytać lokalne władze o Grand Prix. To kwestia należąca do Stefano i FIA, by sprostać temu wyzwaniu. Osobiście mam nadzieję, że uda nam się tam pojechać. Ale czy to jest realne? Nie mam przekonania. Generalnie trzymam kciuki, by sytuacja poprawiła się na tyle, by był możliwy tam nasz przyjazd.
Mateusz Szymkiewicz