Hamilton nie skorzystał z szansy obrony przed sędziami

Brytyjczyk od razu przyznał się do winy, co uprościło i przyspieszyło dochodzenie FIA.
18.11.1918:42
Nataniel Piórkowski
2168wyświetlenia
Embed from Getty Images

Lewis Hamilton nie skorzystał z okazji, aby spróbować obronić przed sędziami swój nieudany manewr wyprzedzania Alexa Albona.

W przypadku Hamiltona sędziowie nie zdecydowali się na natychmiastowe nałożenie kary czasowej. Brytyjczyk stanął więc na najniższym stopniu podium ze świadomością, iż w końcowej klasyfikacji trzecia pozycja przypadnie Carlosowi Sainzowi.

Sędziowie postanowili zapoznać się z punktem widzenia Hamiltona i Albona. Kontrastowało to z sytuacjami z GP Meksyku i USA, gdzie Daniił Kwiat otrzymał kary czasowe za kolizję jeszcze przed opublikowaniem prowizorycznych wyników rywalizacji.

Hamilton nie zdecydował się jednak na pojawienie się przed sędziami. Już w trakcie wywiadu udzielonego po ceremonii dekoracji przez Rubensa Barrichello uznał swoją winę i przeprosił Albona.

Przed oficjelami FIA pojawił się dyrektor sportowy Mercedesa - Ron Meadows, który przekazał wiadomość o tym, iż Hamilton przyznaje się do błędu. Z tego względu sędziowie musieli nałożyć na kierowcę ze Stevenage karę doliczenia 5 sekund do rezultatu wyścigu, co zepchnęło go z trzeciego na siódme miejsce.

Dyrektor wyścigu - Michael Masi, tłumaczył: Sędziowie postanowili przeprowadzić dochodzenie po zakończeniu wyścigu. Wezwali więc obu kierowców, ale zespół [Mercedes] potwierdził winę kierowcy. Ich reprezentant pojawił się u sędziów i powiedział, że nie muszą wzywać Lewisa, bo uznał swoją winę. Z tego co mi wiadomo, tak właśnie powiedział Ron. To kończyło sprawę.

Prowadzone było dochodzenie - w dochodzeniu bada się różne kwestie - ale gdy pojawia się członek zespołu, który potwierdza: «Tak, popełniliśmy błąd», to bardzo upraszcza cały proces!.

Masi przyznał, że sędziowie znaleźli się w mało komfortowej sytuacji - z jednej strony chcieli dać Hamiltonowi szansę wytłumaczenia nieudanego manewru. Z drugiej mieli świadomość tego, iż na podium powinien pojawić się kierowca, który zasłużył na trzecie miejsce. To była patowa sytuacja - stwierdził Masi.