Masi wytłumaczył pozostawienie żółtych krawężników we Francji

Australijczyk dodał, iż zespoły same nieraz apelowały o fizyczne ograniczenia granic toru.
23.06.2110:42
Michał Bielicki
668wyświetlenia
Embed from Getty Images

Jednym z newralgicznych tematów podczas weekendu we Francji, szczególnie w piątek, były żółte krawężniki po zewnętrznej stronie zakrętu numer 2. Według niektórych zespołów, głównie Red Bulla i Mercedesa, były one za wysokie.

Podczas powtórek w trakcie sesji treningowych mogliśmy widzieć jak samochody tracą kawałki przednich skrzydeł czy podłogi przejeżdżając drugi zakręt zbyt szeroko. Temat niejednokrotnie podnoszony był drogą radiową do dyrektora wyścigowego, Michaela Masi.

Krawężniki zostały skontrolowane jeszcze w piątek wieczorem, jednak nie podjęto decyzji o ich usunięciu, mimo takich próśb. Zespołom i kierowcom ostatecznie w kolejnych dniach udało się też wyciągnąć wnioski, by bardziej zważać na unikanie tej przeszkody.

Jest kilka czynników, które wpłynęły na moją decyzję - wytłumaczył Michael Masi. Jednym z nich jest fakt, że te krawężniki były tutaj obecne już w sezonie 2019. Po drugie, znajdują się one ponad dwa metry poza torem, więc by doszło do jakiegokolwiek kontaktu z nimi, samochód musi wyjechać kompletnie poza granice toru.

Mimo to przyjrzeliśmy się im ponownie w piątek po dyskusji na spotkaniu z kierowcami. Udałem się na miejsce, żeby upewnić się, że wszystko wygląda poprawnie. Jednak chyba najważniejsze jest to, iż nie jeden raz, zwłaszcza w tym roku, same zespoły zgłaszały, że chcą fizycznych ograniczeń granic toru i te krawężniki spełniają właśnie takie żądanie.

Za sobą mamy dwa uliczne wyścigi, gdzie fizyczne ograniczenia limitów toru są dość normalne. W tym przypadku było podobnie i mówiąc całkiem uczciwie, podczas wyścigu nie było z nimi żadnego problemu - zakończył Masi.