Magnussen: Oczekiwanie cudu od specyfikacji B to idiotyzm

Duńczyk nie nastawia się na nagłą poprawę osiągów samochodu Haasa w Austin.
10.10.2310:34
Maciej Wróbel
937wyświetlenia
Embed from Getty Images

Zdaniem Kevina Magnussena, oczekiwanie od zmodyfikowanego bolidu VF-23 nagłego skoku w osiągach byłoby idiotyzmem.

Stajnia z Kannapolis w Katarze rywalizowała bolidem, który nie został wyposażony w żadne nowe części, co znalazło odzwierciedlenie w rezultatach - zarówno Kevin Magnussen, jak i Nico Hulkenberg, nie byli w stanie włączyć się do walki o punkty w wyścigu, który ukończyli odpowiednio na 14. i 16. miejscu.

Na domowy wyścig w Austin Haas przygotowuje jednak mocno zmodyfikowaną wersję bolidu VF-23, którą określa się nawet mianem specyfikacji 'B'. Ma ona pomóc Haasowi - który po GP Kataru osunął się na dziewiątą pozycję w mistrzostwach konstruktorów - w walce o siódme miejsce z Williamsem.

Ta specyfikacja samochodu skończyła gorzej, niż zaczęła, więc cieszymy się, że wreszcie dobiegło to końca - stwierdził szef ekipy, Gunther Steiner, w rozmowie z Ekstra Bladet.

Kevin Magnussen nie spodziewa się jednak, by poprawki miały okazać się nadzwyczaj efektywne. Na papierze nie przewidujemy zbyt dużego wzrostu docisku. To raczej inny koncept, działający w inny sposób. Liczymy na znalezienie większej stabilności i lepszej platformy na zróżnicowane warunki - powiedział Duńczyk.

Samochód, jaki mamy obecnie, wygląda nieźle na papierze, ale na torze nie jest już tak dobrze. Spodziewamy się postępów, ale rzeczywistość może okazać się inna. Jeśli jednak nowy samochód będzie łatwiejszy w prowadzeniu, fundamentalnie mocniejszy i mniej podatny na wiatr czy brudne powietrze, to być może będzie się też lepiej obchodził z oponami.

To jak reakcja łańcuchowa, która wpływa na wiele rzeczy. Mamy więc nadzieję, że będzie to zupełnie inna historia w praktyce, aniżeli w teorii. Idiotyzmem jest jednak spodziewanie się wielkiego kroku naprzód z ulepszeniami, które na papierze wcale nie wyglądają aż tak dobrze. Staramy się być skromni. Chcemy nauczyć się jak najwięcej, a potem dopiero liczyć na duży skok.

Kierowca Haasa nie ukrywa, że jego zespół, wprowadzając tak duży pakiet poprawek w końcówce sezonu, przede wszystkim kładzie podwaliny pod sezon 2024. To dobrze, że wrzucamy nowe rzeczy do samochodu tak późno. Ten sezon nie został jeszcze spisany na straty. Następne wyścigi będą ekscytujące, także w kontekście rozwoju samochodu na kolejny rok.

Koniec końców, chodzi o badania, które zapewnią nam odpowiedzi i tropy na kolejny sezon - zakończył 31-latek.