Transferowy matrix Toto Wolffa: Czy fotel Mercedesa jest pożądany?

Wygląda na to, że szef Mercedesa ma trudny orzech do zgryzienia.
04.04.2409:52
Ewelina Więckowska
1628wyświetlenia
Embed from Getty Images

Transfer Lewisa Hamiltona do Ferrari okrzyknięto jednym z największych w historii Formuły 1. W każdej historii są jednak wygrani i przegrani. W roli drugich obsadzano Carlosa Sainza tracącego fotel czy Charlesa Leclerca skazanego na dzielenie zespołu z siedmiokrotnym mistrzem świata. Z upływem czasu emocje jednak opadają, każdy zaczyna mówić więcej i wpychać między wiersze rzeczywiste powody hitowego transferu. W miarę rozwoju sytuacji można zacząć się zastanawiać czy w gronie pechowców nie znajduje się również Toto Wolff? Według Andrew Bensona mógł on stać się ofiarą własnych planów transferowych ukierunkowanych na Kimiego Andreę Antonelli'ego. Hamilton oczekiwał względnie długiego kontraktu i roli ambasadora Mercedesa na wzór Stirlinga Mossa, czemu Wolff nie był do końca chętny. Miał na względzie harmonijny awans swojego podopiecznego do F1 w przeciągu 2 lat, dlatego łatwo zgodził się na dwuletnią umowę na zasadzie jeden plus jeden. Zdaniem Bensona tylko Hamilton mógł dysponować klauzulą pozwalającą zerwać współpracę po roku. Wolff najwyraźniej nie wierzył w jej wykorzystanie, biorąc pod uwagę górnolotne wypowiedzi o przyjaźni, między którą nie przecisnęła by się nawet kartka papieru. Hamilton postanowił jednak inaczej, o czym John Elkan miał dowiedzieć się od anonimowej persony ze szczytów Formuły 1.

W efekcie Austriak musi szukać tymczasowego zastępstwa dla Brytyjczyka lub zrobić coś szalonego. Pojawiły się różne powody transferu, jak pobudki finansowe, wypalenie zawodowe i forma zespołu. Wszystkie argumenty mają w sobie prawość, lecz warto też rozważyć czy dla kierowcy kalibru Hamiltona pieniądze były aż tak istotne? Forma Ferrari daje mu nadzieję, że Cavalino Rampante dobrze rozegra rozwojowy wyścig zbrojeń i nie wpisze się w cytat rodem z The Piranha Club: W Formule 1 są tylko szybcy i martwi. W wypowiedziach Wolffa można natomiast dostrzec drugie dno w postaci grząskiego gruntu, jakim jest psychologia. Austriakowi zależało na płynnym awansie Antonelliego do Formuły 1 najwcześniej w 2026 r., nie chcąc utracić go jak Verstappena w 2014 r.

Przyznał: Powiedziałem, że musimy również patrzeć długoterminowo i na duet kierowców nie za rok, ale za trzy, pięć lub dziesięć lat, i mając to na uwadze, chciałem po prostu zachować otwarte opcje ze wszystkimi konsekwencjami, które mogą potencjalnie pociągnąć to za sobą.

W tej wypowiedzi Hamilton wygląda jednak na kogoś trzymającego miejsce Antonelli'emu. Biorąc pod uwagę jego pierwotne żądania kontraktowe, niewykluczone, że w uniwersum powodów transferu znajduje się również uraza i duma. Jak powiedział Christian Horner podczas rozmowy z Gilesem Richardsem o kierowcach: Są bardzo konkurencyjni […] mają swoje cele i pragnienia […] Tak więc przed rozpoczęciem, masz już konflikt interesów. Są bardzo zdeterminowani, samolubni i bezkompromisowi. Dlatego różni kierowcy wymagają innego podejścia […]. Niezgodność pojawiła się zatem także w Mercedesie, a Wolff przyznaje się do złej strategii względem Hamiltona i Antonelli'ego: Prawdopodobnie jestem winny, że za dużo mówię o Kimim, ponieważ ma dopiero 17 lat, pominął F3 i dopiero zaczyna w F2.

Embed from Getty Images
Jeszcze w dniu ogłoszenia transferu zaczęto spekulować o potencjalnym zastępcy Hamiltona. Wśród nich nie zabrakło oczywiście Antonelli'ego. Wolff i eksperci jak Joe Saward nie widzą go jednak w tej roli w 2025 r., sugerując spokojniejszą adaptację w Williamsie. Sam Austriak stwierdził: Musi się uczyć, musi […] rozumieć, co robić i wiedzieć, czy będzie w Formule 1, jeśli wszystko pójdzie dobrze. Ale nie wiem, czy będzie to w przyszłym roku, czy będzie z nami, czy z kimś innym - po czym dodał: […] nie chcę nakładać na niego dodatkowej presji […] nie chcemy go też utopić, wskakując tak szybko do samochodu F1 w wieku 17 lat.

Oficjalnie Wolff ma do wyboru doświadczonych zamienników Hamiltona w osobach Fernando Alonso czy Carlosa Sainza. Antonelli w razie czego przechodzi natomiast przyśpieszony kurs adaptacyjny. W tym czasie szef stara się wykorzystać walkę o władzę w Red Bullu i pozyskać Maxa Verstappena. Poczynił już słowne gesty wobec Holendra. Regularnie wspomina historię o wizycie Josa Verstappena u siebie w domu, kiedy to stracił możliwość zakontraktowania go w obliczu braku samochodu na 2015 r. Sytuację Czerwonych Byków może postrzegać jako szansę sprostowania błędu z przeszłości, mówiąc: relacja z niezwykłym Verstappenem musi nastąpić na pewnym etapie. Zdaniem ekspertów w performatywnych wypowiedziach więcej jednak złośliwości względem Red Bulla niż sportowego realizmu. Forma Mercedesa nie zachęca do przyjścia kierowcy kalibru Verstappena, któremu zdarza się warunkować swoją obecność w Formule 1 posiadaniem najlepszego samochodu. W kontekście zainteresowanego nim Aston Martina zespół z Brackley jawi się raczej jako odległa trzecia opcja. Innym rozwiązaniem mogliby być oczywiście Alonso lub Sainz, których Wolff nie wyklucza: Mamy więc kilka opcji. Oczywiście jest Fernando, który jest bardzo ekscytujący, i Carlos, który jest bardzo dobry. Jest więc kilka opcji. Zamierzam zagrać rolę panny młodej - trudno ją zdobyć!

Patrząc na formę Mercedesa, można jednak zastanawiać się czy roli panien młodych nie odgrywają również wspomniani kierowcy. Bolidy z Brackley nie gwarantują walki o zwycięstwa. Są dosłownie i w przenośni dobijające, kwalifikując się również w tym roku do miana awaryjnych. To odstrasza zawodników w typie Alonso, gdyż, jak stwierdził kiedyś Nigel Stepney: lepiej zacząć sezon z niezawodnym i wolniejszym samochodem niż szybkim i awaryjnym, który wymaga więcej pracy. Sam Hiszpan na obecnym etapie kariery goni już tylko za trzecim tytułem i interesuje się bardziej Red Bullem. Wątpliwe więc czy poza pieniędzmi i osobistymi pobudkami chciałby wejść do zespołu pogubionego w nowych przepisach technicznych. Sam zresztą twierdzi: Wybrałem, kiedy opuścić zespół, kiedy dołączyć do zespołu, kiedy opuścić Formułę 1, kiedy wrócić […] Teraz nie będę podążał za tym, co robią inni, zrobię to dla siebie, na dobre i na złe, taki jestem. Zawsze taki byłem.

W słowach Hiszpana można też doszukać się drugiego dna. W Australii Wolff nieprzypadkowo nazwał go opcją krótkoterminową, a możlwości długoterminowych nie zdradził. Zapewne są nimi Antonelli i Varestappen. Oznacza to jednak, że każdy inny kierowca otrzyma maksymalnie dwuletni kontrakt na zasadzie jeden plus jeden. Gdyby Holender pojawił się jakimś trafem w Brackley i miał stworzyć duet z Włochem, to pod znakiem zapytania od razu staje przyszłość Russella. Tłumaczy to zatem niedawne polemiki Adama Coopera, który w kontekście kariery George'a wierzy bardziej w ucieczkę Holednra do Aston Martina. To jednak temat na oddzielny artykuł. Pewne natomiast, że przy całej mistyfikacji Wolffa dla Verstappena i Antonelli'ego, zamiennik niebędący nimi będzie miał krótką datę ważności. Koliduje to z oczekiwaniami kierowców, którzy w obliczu darwinistycznej natury Formuły 1 naturalnie celują w długoletnie kontrakty i budują na nim spokojną psychikę. Dlatego również i Carlos Sainz będzie opieszały w pertraktacjach, zważywszy na jego perypetie. Trudno też oczekiwać, żeby kierowca pełniący rolę tymczasowego zamiennika miał odpowiednie nastawienie do pracy. Przywołując Rossa Browna, bez możliwości walki o supremację nad partnerem zespołowym, w Brackley pojawiłby się zniechęcony i sfrustrowany facet. Wszystkie te czynniki sprawiają, że miejsce w Mercedesie nie jest tak interesujące, jak sugeruje jego historia. Toto Wolff wyznacza sobie deadline do lata, nie rezygnując przy tym z myśli o Verstappenie: Decyzja nie zapadnie w ciągu najbliższych tygodni czy miesięcy. Chcę nadal monitorować rynek. To zależy od tego, co zrobi Max. Śledzi przy tym rozwój Antonelli'ego, którego postępy zadecydują w samochodzie jakiej formuły wyląduje w 2025 r. Możliwe, że w przypadku scenariusza bez Verstappena i każdego innego kierowcy, włoski talent naprawdę zostanie rzucony na głęboką wodę, a Wolff wyjdzie na ofiarę własnych planów transferowych.