Stroll: Kolizja z nawrotu była wynikiem splotu zdarzeń

Zawodnik AMR nie obwinia Ricciardo za nagłe zahamowanie przed T14.
21.04.2412:19
Nataniel Piórkowski
1300wyświetlenia
Embed from Getty Images

Lance Stroll przyznaje, że jego incydent z udziałem Daniela Ricciardo był wynikiem splotu zdarzeń, a nie błędu australijskiego kierowcy.

Do kolizji doszło pod koniec okrążenia, na dohamowaniu do czternastego zakrętu. Tuż przed restartem po pierwszej wizycie na torze samochodu bezpieczeństwa, Stroll najechał na tył bolidu Ricciardo, który o włos uniknął silnego kontaktu z McLarenem Oscara Piastriego.

Ktoś z przodu zahamował. Nie wiem kto. Wtedy wszyscy niemal stanęli w miejscu. Bolid przede mą praktycznie się zatrzymał. Zahamował z 60 km/h do zera. Później było już tylko uderzenie. To było naprawdę głupie. To był po prostu jeden z tych incydentów - wyjaśniał Stroll.

W trakcie wyścigu 25-latek dawał ewidentnie do zrozumienia, że nie zgadza się z 10-sekundową karą czasową, jaką nałożyli na niego sędziowie. Kanadyjczyk określił ją nawet mianem żartu.

Tłumacząc, dlaczego w jego opinii kara była nieuzasadniona, Stroll powiedział: Myślę, że dostałem ją za to, że uderzyłem w inny bolid, ale ktoś wcześniej nacisnął hamulec i od tego się zaczęło.

Nie wiem… Uważam po prostu, że otrzymałem karę za końcowy wynik pewnego procesu, za uderzenie w Ricciardo. Nie jest jednak tak, że wszystko odbywało się w normalnych warunkach, że po prostu wjechałem w tył jego bolidu.

To był dziwny efekt serii zdarzeń. Chciałbym, aby sędziowie nieco bardziej wzięli to pod uwagę.

Myślę, że znalazłem się w złym miejscu, o niewłaściwym czasie. Przygotowywałem się do restartu, ale mieliśmy wielkiego pecha.

Podczas gdy Ricciardo nie gryzł się w język opisując zachowanie reprezentanta Astona Martina, ten zaznaczył, iż nie postrzega Australijczyka jako winnego kolizji.

Nie sądzę, że to była jego wina. Winni byli wszyscy, bo wszyscy gwałtownie zahamowali. [Ricciardo] był po prostu tym, który znajdował się przede mną.