Vasseur: Problem z procedurą startową był poruszany już dawno temu

Szef Ferrari nie był zaskoczony trudnościami pozostałych producentów.
03.03.2609:03
Karol Kos
124wyświetlenia
Embed from Getty Images

Szef Ferrari - Frederic Vasseur przyznał, że jest zaskoczony poruszeniem kwestii procedury startowej podczas zimowych testów, twierdząc, iż na wczesnym etapie zgłaszał problemy z efektem „turbo-dziury”.

W ramach szerokich zmian technicznych na 2026 rok z samochodów zniknęło MGU-H, czyli generator energii cieplnej połączony z turbosprężarką. Dotychczas pozwalał on utrzymywać turbinę na odpowiednich obrotach przy niskiej prędkości silnika, praktycznie eliminując opóźnienie doładowania. Bez MGU-H turbosprężarka potrzebuje więcej czasu, by osiągnąć pełną prędkość obrotową, co oznacza, że silnik spalinowy nie dysponuje od razu pełną mocą - kluczową przy starcie z pól na prostej. .

Ferrari miało zareagować na tę sytuację, projektując mniejszą turbosprężarkę, aby ograniczyć bezwładność turbiny i zmniejszyć opóźnienie. Scuderia założyła, iż FIA nie zmieni procedury startowej, mimo, że obawy w tym zakresie pojawiały się już na etapie tworzenia przepisów. Ze względów bezpieczeństwa Federacja zdecydowała się jednak na dodatkowe pięć sekund między ustawieniem się ostatniego samochodu na polu startowym, a zapaleniem czerwonych świateł. Testy procedury w Bahrajnie wykazały, że rozwiązanie pozwala wszystkim zespołom odpowiednio „rozkręcić” turbosprężarki.

W rozmowie z Motorsport.com, szef Ferrari - Frederic Vasseur, nie krył zaskoczenia obrotem spraw podczas zimowych przygotowań. Bez MGU-H było jasne, że «turbo-dziura» stanie się czynnikiem, którym trzeba zarządzać - zarówno podczas jazdy, jak i startów wyścigu. Było to wiadome od pierwszego dnia. Przy definiowaniu wytycznych jednostki napędowej nie chodzi tylko o czystą moc, inne aspekty również mają znaczenie, a jednym z nich jest start. Dlatego podjęliśmy określone decyzje, a FIA od początku jasno deklarowała, że nie chce zmieniać procedury startowej. Byłem więc zaskoczony, gdy temat powrócił w Bahrajnie.

Vasseur dodał, że w procesie projektowym Ferrari musiało pójść na pewne kompromisy, aby dostosować się do pierwotnych założeń. Co ciekawe, samochody z silnikami Ferrari podczas testów sprawiały wrażenie radzących sobie ze startami całkiem nieźle - mimo wprowadzenia dodatkowego, pięciosekundowego opóźnienia. Inni szefowie zespołów wskazywali na względy bezpieczeństwa jako główny powód zmian - istniało ryzyko kolizji, gdyby kierowca nie zareagował na wolno ruszający samochód przed sobą. Vasseur sugeruje jednak, że w tle są również kwestie osiągów.

Łatwo jest poprosić kierowcę, by podniósł kwestię bezpieczeństwa czy coś podobnego, ale w rzeczywistości było to znane od dawna. Projektując silnik zawsze idzie się na kompromisy: z jednej strony maksymalna moc, z drugiej - właściwości jezdne. Trzeba podejmować konkretne decyzje - zakończył Francuz.

Szef Haasa - Ayao Komatsu, którego zespół korzysta z jednostek Ferrari, uważa natomiast, że dodatkowe pięć sekund skutecznie rozwiązało potencjalny problem. Jeśli spojrzeć na próbne starty z zastosowaniem niebieskiego sygnału i pięciosekundowej sekwencji, to działa bardzo dobrze. Ci, którzy brali w nich udział, ruszali bez problemów. Nie sądzę, żeby to był kłopot. Początkowo, bez tych dodatkowych pięciu sekund, zgodziłbym się, że mogło istnieć ryzyko niskiego bezpieczeństwa. Teraz, przy fazie przygotowawczej przed startem, nie widzę żadnego zagrożenia.