Horner: Protesty Mercedesa były przejawem lekkiej desperacji

Szef Red Bulla pochwalił decyzję Michaela Masiego o restarcie wyścigu w Abu Zabi.
13.12.2110:26
Nataniel Piórkowski
1545wyświetlenia


Zdaniem Christiana Hornera protesty złożone przez Mercedesa po wyścigu o Grand Prix Abu Zabi były przejawem lekkiej desperacji.

Po tym jak Max Verstappen wyprzedził Lewisa Hamiltona na ostatnim okrążeniu rywalizacji na torze Yas Marina, sięgając tym samym po mistrzowską koronę, Mercedes złożył dwa protesty.

Pierwszy dotyczył zasad przyjętych w stosunku do restartu zmagań po kraksie Nicholasa Latifiego a drugi domniemanego wyprzedzenia Hamiltona przez Verstappena podczas neutralizacji.

Sędziowie oddalili zastrzeżenia niemieckiego zespołu, podkreślając, że dyrektor wyścigu dysponuje prawem do decydowania o tym, kiedy samochód bezpieczeństwa ma skierować się do alei serwisowej. Dodali również, że artykuł mówiący o tym, iż SC zjeżdża z toru okrążenie po tym, jak zdublowani kierowcy odzyskają stracone okrążenie, jest podrzędny wobec innego zapisu regulaminu.

Mercedes nie zgodził się z tą interpretacją organu zarządzającego i poinformował o chęci złożenia formalnej apelacji. Ma na to cztery licząc od niedzielnego wieczora.

W rozmowie z dziennikarzami, do której doszło już po tym, jak FIA ogłosiła decyzję o odrzuceniu protestów, Horner został zapytany o to, czy rozumie powody, które stały za działaniami Mercedesa.

Oczywiście jest to przejaw lekkiej desperacji. Ale nie chcieliśmy, aby ta walka zakończyła się przed sędziami. Max i Lewis byli w tym sezonie wspaniałymi rywalami. Lewis to wspaniały kierowca. Ich pojedynek miał swoje momenty, był napięty. Był też trudny. Jesteśmy jednak zachwyceni wynikiem i bardzo dumni z Maxa. Przez cały ten rok był fenomenalny.

Zdaniem Hornera Michael Masi dokonał właściwego wyboru doprowadzając do restartu wyścigu. Nigdy nie chcieliśmy skończyć walki przed obliczem sędziów. Przed wyścigiem było wiele dyskusji na ten temat, ale po zakończeniu walki na torze okazało się, że rzeczywistość jest zupełnie inna.

Jeśli o nas chodzi, to nie wybieramy się na wyścigi z prawnikami i tak dalej. Szkoda, że tak się to skończyło, ale sędziowie dokonali właściwego wyboru.

Brytyjczyk podkreślił, że Masi trzymał się zasady «pozwólcie się im ścigać», która przez ostatnie latach zyskała dużą popularność w Formule 1.

Rozmawialiśmy o tym, aby pozwolić kierowcom na ściganie. Wiecie, Niki Lauda był gościem, który mocno na to naciskał. Zawsze mówiliśmy o tym, aby nie kończyć wyścigów za samochodem bezpieczeństwa. Pomimo trudnych okoliczności, dyrektor wyścigu podjął absolutnie słuszną decyzję. Nasz zespół dobrze rozegrał tę sytuację pod względem strategicznym.