Latifi zatrudnił ochronę w odpowiedzi na otrzymywane groźby

Kanadyjczyk spotkał się z falą zniewag po wydarzeniach z ostatniej fazy wyścigu w Abu Zabi.
16.02.2213:07
Nataniel Piórkowski
1211wyświetlenia


Nicholas Latifi przyznał, że zdecydował się na zatrudnienie ochrony w związku z groźbami, jakie otrzymywał po wydarzeniach z Grand Prix Abu Zabi.

Na kilka okrążeń przed metą kierowca Williamsa rozbił swój bolid w sekcji przy hotelu, co doprowadziło do wyjechania na tor samochodu bezpieczeństwa.

Podczas neutralizacji Max Verstappen otrzymał świeże miękkie opony, dzięki którym po kontrowersyjnej decyzji o wznowieniu walki na jedno kółko przed metą, wyprzedził jadącego na prowadzeniu Lewisa Hamiltona. Stawką tego manewru był tytuł mistrza świata.

Po zakończeniu rywalizacji Latifi otrzymał w mediach społecznościowych mnóstwo zniewag oraz gróźb od rozgoryczonych i wściekłych osób. Zapytany przez dziennikarzy o to, czy myślał o zatrudnieniu ochrony w celu zapewnienia sobie bezpieczeństwa w trakcie zimowej przerwy, Latifi stwierdził: Tak, szczerze mówiąc myśleliśmy o tym.

Dla niektórych zabrzmi to głupio, ale koniec końców nie wiemy, jak poważni są ludzie w tym co mówią. Wystarczy jeden pijany kibic na lotnisku, który akurat ma zły dzień, ktoś odurzony, pod wpływem jakichś substancji ze swoimi tak bardzo skrajnymi opiniami. Wystarczy, że to jedna osoba na milion.

Przez kilka dni po wyścigu byłem w Londynie i miałem przy sobie pewną ochronę, gdy robiłem niektóre rzeczy.

Razem z dziewczyną pojechaliśmy do Winter Wonderland, ponieważ nie udało nam się zaplanować tego wypadu przed ostatnim blokiem wyścigów. Wtedy też miałem przy sobie ochronę. Brzmi to głupio, ale zdecydowanie potraktowaliśmy te groźby w poważny sposób, bo tak naprawdę nigdy nie wiesz, co może się wydarzyć.

To ten przykry aspekt świata, w którym funkcjonujemy - zauważył kierowca stajni z Grove.

Latifi zdradził, że po wyścigu na torze Yas Marina otrzymał wiadomości z wyrazami wsparcia od Hamiltona oraz niektórych pracowników Mercedesa. Okazali je także inni sportowcy.

Oczywiście to wielkie wsparcie w mediach społecznościowych - ze strony wielu kierowców i zespołów z tak wielu dyscyplin - było naprawdę miłe i budujące. Wszyscy byli zgodni i mówili jednym głosem - kontynuował.

Nie był to jednak odosobniony przypadek tego typu nadużyć w wirtualnym świecie. Wychodząc poza sporty motorowe, ostatnio mieliśmy z tym do czynienia po Euro, gdy trzej Anglicy spudłowali rzuty karne.

Niestety jest to problem, który pojawia się w mediach społecznościowych. Z jednej strony niosą one wiele dobrego i dają ludziom dostęp do rzeczy, w które normalnie nie byliby w stanie się zaangażować. Jednocześnie możemy mieć tam do czynienia z negatywnymi pułapkami. Ucieszyłbym się, gdyby można było znaleźć więcej sposób na poprawę w tym zakresie.