Russell: Kara za kolizję z Perezem była zbyt surowa

Kierowca Red Bulla utrzymuje natomiast, że zostawił rywalowi wystarczająco dużo miejsca.
10.07.2219:17
Maciej Wróbel
2086wyświetlenia
Embed from Getty Images

George Russell uważa, iż został zbyt surowo potraktowany za kolizję z Sergio Perezem, do której doszło na pierwszym okrążeniu niedzielnego wyścigu o Grand Prix Austrii.

Kierowca Mercedesa po starcie z czwartego pola momentalnie znalazł się pod presją ze strony ruszającego tuż za nim Sergio Pereza. Meksykanin zaatakował Russella w czwartym zakręcie, lecz pomiędzy kierowcami doszło do kontaktu, w wyniku którego ten pierwszy znalazł się poza torem.

Sędziowie uznali Russella za winnego doprowadzenia do kolizji i nałożyli na Brytyjczyka karę doliczenia pięciu sekund. Później bezproblemowo kontynuował on przebijanie się przez stawkę i ostatecznie finiszował jako czwarty. Uszkodzenia w samochodzie Pereza okazały się natomiast na tyle poważne, że 32-latek wycofał się z wyścigu na 24. kółku.

W rozmowie z mediami Russell nie ukrywał, że nie zgadza się z werdyktem sędziów. Obejrzałem nagranie i uważam, że to surowa kara - powiedział kierowca Mercedesa. Gdy ścigasz się tuż po starcie, samochody są wszędzie. Checo zdecydował się wykonać śmiały manewr po zewnętrznej.

Oczywiście robił to już wcześniej, jak wczoraj z Valtterim, który musiał wjechać na krawężnik, by uniknąć kontaktu z nim i ja próbowałem zrobić to samo. Przede mną był jednak Carlos i nie miałem dokąd uciec. Przykro mi, że tak skończył się jego wyścig.

Być może było dla niego więcej miejsca po zewnętrznej, a jak mówiłem, zrobiłem wszystko, co mogłem. Jak tylko doszło do tego momentu wiedziałem, że kontakt jest nieunikniony, ponieważ już wtedy byłem na limicie. Checo podjął więc ryzyko, tak jak w zeszłym roku z Lando i wczoraj z Valtterim. Dzisiejszy manewr był taki sam jak tamte dwa.

Zupełnie odmienne zdanie na temat incydentu ma z kolei Sergio Perez, który uważa, że jego rywal stracił na moment panowanie nad bolidem. Byłem wyraźnie z przodu, a George'owi zostało tylko opanować swój samochód, co mu się najwyraźniej nie udało i skończyło się to kontaktem - stwierdził kierowca Red Bulla.

Nie mogłem zrobić nic więcej. Zostawiłem mu wystarczająco dużo miejsca, już wtedy byłem bardzo blisko żwiru, by upewnić się, że miał miejsca na tyle dużo, by nasza dwójka była w stanie pokonać zakręt. Biorąc pod uwagę standardy George'a, jestem bardzo zdziwiony tym manewrem. Koniec końców to bardzo rozczarowujące dla mnie i dla zespołu, ponieważ dziś z pewnością mielibyśmy okazję na dobry wynik - dodał Meksykanin.