Gasly: Bałem się o życie, gdy zobaczyłem dźwig na torze

"Co gdybym stracił panowanie nad bolidem w podobny sposób, jak Carlos?".
09.10.2212:47
Nataniel Piórkowski
2531wyświetlenia


Pierre Gasly jest sfrustrowany tym, w jaki sposób organizatorzy i zarządcy GP Japonii przeprowadzili akcję usuwania z toru rozbitego bolidu Carlosa Sainza.

Hiszpan uderzył w bariery w dwunastym zakręcie, po tym jak na pierwszym okrążeniu wyścigu stracił kontrolę nad kierownicą najeżdżając na kałużę.

Gasly, który powracał na tor po przyspieszonym pit stopie, spowodowanym uszkodzeniami, starał się zredukować stratę do jadących przed nim kierowców. Francuz zignorował jednak fakt, iż rywalizacja została przerwana czerwonymi flagami.

W ocenie sędziów zawodnik AlphaTauri dopuścił się naruszenia przepisów, utrzymując zbyt szybkie tempo. Został za to ukarany doliczeniem 20 sekund do czasu wyścigu.

Dramatycznym widokiem okazał się jednak traktor, który pojawił się na torze zanim Gasly minął miejsce incydentu. Widząc to przyszły zawodnik Alpine wyraził przez radio złość na organizatorów wyścigu, przypominając, w jakich okolicznościach fatalnych obrażeń doznał Jules Bianchi.

Po wyścigu Gasly nie łagodził tonu: Nie rozumiem tego, jak osiem lat później, w podobnych warunkach, oglądamy na torze dźwig. Nie stał gdzieś w żwirowej pułapce. Znajdował się na wyścigowej linii!.

To brak szacunku do Julesa, jego rodziny, bliskich i nas wszystkich. To był dramatyczny incydent. Tamtego dnia stało się dla nas jasne, że w takich warunkach nie chcemy widzieć na torze żadnych dźwigów.

Co gdybym stracił panowanie nad bolidem w podobny sposób, jak Carlos? Owszem, jechałem z prędkością 200 kilometrów na godzinę, ale nawet przy stu kilometrach na torze i tak stał dźwig o masie dwunastu ton. Gdybym w niego uderzył, byłbym teraz martwy.

Podobny przypadek miał miejsce podczas GP Włoch, gdzie porządkowi pracowali nad usunięciem z toru zepsutego bolidu Daniela Ricciardo.

Mam wielką nadzieję, że nigdy więcej nie zobaczymy dźwigu na torze. Próbowałem zwolnić, ale nie mogłem zrobić tego w nagły sposób, bo gdybym mocniej zahamował, straciłbym kontrolę nad bolidem i uderzyłbym w traktor.

Byłem dzisiaj dwa metry od śmierci. To nie do zaakceptowania. Chcę, aby wszyscy moi koledzy byli bezpieczni, czy to w Formule 1 czy w niższych seriach. Mam nadzieję, że wyciągniemy wnioski z tej sytuacji.