Perez cieszy się ze swojego wkładu w wygraną Verstappena

Meksykanin ujawnił też, że do wycofania z wyścigu doszło z obawy o możliwą awarię silnika.
12.12.2119:35
Maciej Wróbel
2439wyświetlenia
Embed from Getty Images

Sergio Perez cieszy się, że mógł pomóc Maksowi Verstappenowi podczas Grand Prix Abu Zabi, jednocześnie przyznając, że i tak nie znajdował się w miejscu, w którym chciałby być.

Po tym, jak dwaj pretendenci do tytułu odbyli swoje pit stopy, liderem wyścigu został Sergio Perez. Meksykanin miał realizować plan 'B' swojego zespołu, który polegał na przedłużeniu stintu na miękkich oponach i ewentualnym odpieraniu ataków Lewisa Hamiltona, by zmniejszyć dystans dzielący go od Verstappena.

Hamilton dogonił Pereza na 20. okrążeniu i podjął próbę ataku w szóstym zakręcie jedynie po to, by kierowca Red Bulla odzyskał pozycję w kolejnej strefie DRS i blokował Brytyjczyka na dystansie całego trzeciego sektora. Kierowca Mercedesa uporał się z Meksykaninem dopiero na kolejnym kółku. Verstappen, który zdołał dzięki temu zredukować stratę do Hamiltona do niespełna dwóch sekund, nazwał Pereza przez radio legendą.

Ostatecznie Holender zgarnął na Yas Marina zwycięstwo oraz tytuł mistrzowski po kontrowersyjnej końcówce. Perez nie kryje radości z faktu, iż mógł odegrać swoją rolę w decydującym wyścigu, przyznając jednocześnie, że nie chciał zbytnio ingerować w walkę Verstappena i Hamiltona o tytuł.

To był kluczowy moment, ponieważ wiedziałem, że Lewis miał ten wyścig pod kontrolą, miał dostępne okno na wypadek wirtualnego czy normalnego samochodu bezpieczeństwa i mógł zrobić cokolwiek tylko chciał - przyznał Perez w wywiadzie dla Motorsport.com. Miał wszystko pod kontrolą, więc to było bardzo ważne. W tym samym czasie byłem na bardzo zużytych oponach. Podziałało. Koniec końców cieszę się, że mogłem pomóc Maksowi i zespołowi.

To dosyć twardy orzech do zgryzienia, ponieważ jednocześnie nie chcialem zbytnio mieszać się w walkę o mistrzostwo kierowców. Mimo wszystko priorytetem dla mnie zawsze będzie mój zespół.

Zawodnik z Guadalajary stwierdził także, iż przez chwilę martwił się o to, że podczas tak zaciekłej obrony pozycji przed Hamiltonem mógł wpłynąć na losy mistrzostw spowodowaniem ewentualnej kolizji. Tak, przeszło mi to przez myśl [spowodowanie kolizji]. Byłem w pozycji, w której nie miałem zbyt wiele do stracenia. Nie jest to miejsce, w którym chce się być, ale w tym samym czasie stawiam mój zespół na pierwszym miejscu.

To było duże ryzyko, ponieważ jeśli jedziesz 18 czy 19 okrążeń na miękkich oponach, wyprzedzenie ciebie to pestka, a Lewis jechał na świeżym ogumieniu. Odzyskanie pozycji na wyjściu z szóstki było kluczem do sukcesu. Cieszę się, że to wypaliło. Cieszę się, ponieważ równie dobrze mógł stracić przeze mnie jakieś pół sekundy, a stracił trochę więcej.

Ostatecznie Perez nie ukończył niedzielnych zmagań na torze Yas Marina, wycofując się na trzy okrążenia przed metą. Red Bull podjął decyzję o ściągnięciu Meksykanina do garażu z obawy o awarię silnika, która - gdyby doszło do niej na środku toru - mogła spowodować wydłużenie neutralizacji i odebranie resztek szans Verstappenowi na walkę o tytuł.

O niczym wówczas nie wiedziałem, ale rzeczywiście, silnik był na limicie - powiedział 31-latek. A awaria silnika była ostatnią rzeczą, jakiej byśmy chcieli, bo potem Max nie miałby okazji przejechać tego jednego okrążenia. Silnik był na limicie, a nigdy nie chcesz, by eksplodował.

Teraz to Max jest legendą, jest mistrzem świata - zakończył Perez.