Mekies: Rozumiemy emocje Isacka

Hadjar nie gryzł się w język podczas wyścigu, ale ostatecznie zdobył cenne podium.
10.06.2616:16
Karol Kos
71wyświetlenia
Embed from Getty Images

Isack Hadjar wywalczył w Monako pierwsze podium w barwach Red Bulla, ale jego niedzielny wyścig był znacznie trudniejszy, niż mogło się wydawać z zewnątrz. Problemy techniczne sprawiły, że Francuz wielokrotnie dawał upust frustracji przez radio.

Trzecie miejsce na ulicach Monte Carlo było dla 21-latka jednym z największych sukcesów w dotychczasowej karierze. Sam kierowca przyznał jednak po wyścigu, że niemal przez cały dystans zmagał się z problemami dotyczącymi jednostki napędowej i prowadzenia samochodu. Już około dwudziestego okrążenia Hadjar zaczął zgłaszać utratę mocy oraz problemy z hamowaniem silnikiem.

Gdy Francuz usłyszał od zespołu, że mechanicy analizują sytuację, odpowiedział w charakterystycznym dla siebie stylu: To szukajcie szybciej! Kilka chwil później zaś ostrzegł ekipę, że jego zdaniem zaraz coś wybuchnie. Kiedy ostatecznie minął linię mety na trzeciej pozycji, nie krył ulgi. O mój Boże, dlaczego to zawsze musi być takie trudne? - powiedział przez radio.

Po wyścigu ujawnił skalę problemów, z jakimi musiał się mierzyć. Miałem znacznie więcej kłopotów, niż mogło się wydawać. To nie był przyjemny wyścig - przyznał Francuz. Pojawiły się problemy z silnikiem, z prowadzeniem samochodu i jego reakcjami. Podczas pierwszego startu wszystko było w porządku, ale przy drugim praktycznie nie miałem mocy. W końcówce również walczyłem z problemami z jednostką.

Szef Red Bull Racing, Laurent Mekies, potwierdził, że trudności były poważne i miały wpływ na wiele aspektów pracy samochodu. Od stosunkowo wczesnej fazy wyścigu zmagaliśmy się z kilkoma problemami. Dysponowaliśmy znacznie mniejszą mocą silnika, a to wpływało również na zarządzanie energią i pracę całego układu napędowego - wyjaśnił 49-latek.

Według Mekiesa sytuacja dodatkowo pogorszyła się po wyjeździe Hadjara na pobocze w szykanie. Po tym incydencie problemy stały się jeszcze większe, ale mimo wszystko zdołał dowieźć samochód do mety na trzecim miejscu.

Szef zespołu nie ma pretensji do kierowcy za emocjonalne komunikaty radiowe. Przypomniał, że Hadjar nie mógł wiedzieć, jak poważne były problemy i jak duży wpływ miały one na funkcjonowanie całego układu napędowego. Rozumiemy jego emocje. Kierowcy bardzo trudno ocenić z kokpitu, co dokładnie się dzieje i jak duża jest utrata mocy - powiedział Mekies.

On utrzymał samochód na torze, a zespół przekazywał mu kolejne ustawienia, które pozwalały przetrwać ten wyścig. W Monako nie jest przyjemnie nieustannie zmieniać przełączniki na kierownicy, ale tym razem to zadziałało.

Weekend Hadjara rozpoczął się zresztą od poważnych problemów. Już podczas pierwszego treningu rozbił on samochód w sekcji przy basenie, co mocno skomplikowało przygotowania do kwalifikacji. Mekies szczególnie docenił sposób, w jaki jego kierowca poradził sobie z tym niepowodzeniem. Zespół wykonał fantastyczną pracę, aby odbudować samochód i umożliwić mu udział w drugim treningu. Isack odwdzięczył się za to, odzyskując pewność siebie i stopniowo budując tempo.

Nie stało się to od razu, ale w trzecim treningu, a później w kwalifikacjach, pokazał bardzo mocne tempo - podsumował Mekies.