Steiner: Rozmawialiśmy wyłącznie z Magnussenem

Szef Haasa przekonuje, że zatrudnienie Duńczyka było najbezpieczniejszą opcją.
11.03.2209:09
Nataniel Piórkowski
865wyświetlenia


Guenther Steiner przekonuje, że Kevin Magnussen był jedynym kierowcą, z którym Haas prowadził rozmowy na temat zastąpienia Nikity Mazepina przed startem sezonu 2022.

W związku z inwazją Rosji na Ukrainę, Haas podjął decyzję o zerwaniu kontraktów z Mazepinem oraz powiązanym z nim sponsorem tytularnym - Uralkali. Ekipa rozpoczęła poszukiwania nowego kierowcy i - jak przyznał Steiner - od razu zwróciła się z ofertą startów do Magnussena, który bronił jej barw w latach 2017-2020.

Gdy stało się to, co się stało, kiedy rozstaliśmy się z Nikitą, rozmawiałem z Gene o tym, kto powinien zasiąść w naszym bolidzie i kto jest dostępny na rynku. Wiecie, typowa historia. Padło imię Kevina i Gene zapytał: «Czy myślisz, że mógłby wrócić?». Odpowiedziałem, że nie wiem, ale mogę do niego zadzwonić. Wykonałem telefon a on powiedział: «Tak, jestem zainteresowany».

Steiner zaznaczył, że rozmowy w sprawie wieloletniej umowy z Duńczykiem przebiegły bardzo sprawnie. Myślę, że po czterech latach współpracy znasz już dobrze drugą osobę. W zasadzie nie musieliśmy nawet prowadzić szczególnych rozmów. Powiedzieliśmy sobie: «Zrobimy to». Obaj na to przystaliśmy i koniec historii. To było bardzo proste.

Nie było żadnych negocjacji czy tego typu rzeczy. Wiem, czego oczekuje Kevin, znam też nasze oczekiwania. Są one w gruncie rzeczy takie same. Jesteśmy tutaj, aby dokonywać postępów. Aby zrealizować ten cel potrzebujemy Kevina - zupełnie tak, jak dawniej.

Steiner dodał, że zatrudnienie kierowcy z doświadczeniem pokroju Magnussena było zdecydowanie lepszą opcją, niż współpraca z kolejnym nowicjuszem.

Zawsze myślisz o tym, co się sprawdziło. W sytuacji, w której się znaleźliśmy, priorytetem było pytanie, w jaki sposób możemy szybko postawić krok naprzód, unikając przy tym zbędnego ryzyka. Odpowiedzią było zatrudnienie Kevina, ponieważ go znamy i miał już okazję z nami pracować.

Podpisując umowę z debiutantem, ponownie mielibyśmy do czynienia z tym samym problemem lub problemami. Nie wiedzielibyśmy, gdzie się znajdujemy, bo nie mielibyśmy żadnego punktu odniesienia. Może jest tak, że gdzieś z tyłu głowy pojawiają się myśli o tym, aby pójść bezpieczną drogą. To właśnie zrobiliśmy.