Tombazis: F1 nie może być zakładnikiem producentów
Dyrektor FIA przyznaje, że trendy na rynku samochodów wymusiły obecne przepisy silnikowe.
28.04.2614:48
80wyświetlenia
Embed from Getty Images
Dyrektor FIA do spraw bolidów jednomiejscowych - Nikolas Tombazis, uważa, że Formuła 1
Od tego roku bolidy napędzane są kolejną generacją hybrydowych jednostek, których podział mocy jest niemal pół na pół między silnikiem spalinowym a generatorem energii kinetycznej. Oficjalnie pomysłodawcą tego konceptu nie była FIA, jednakże to zespół nadzorowany przez Nikolasa Tombazisa musiał go przełożyć na rzeczywistość wyścigów samochodowych.
Proces ten wymagał różnego rodzaju kompromisów, aby złagodzić nieodłączne wyzwania związane z zarządzaniem, wykorzystaniem i cyklami ładowania energii elektrycznej. Podczas rozmów przed Grand Prix Miami, Tombazis powtórzył opinie wyrażone przez dyrektora generalnego F1 - Stefano Domenicaliego. Grek przyznał, że ich ówczesne priorytety rynkowe w praktyce narzuciły zasadę 50:50.
Ponieważ powszechnie uznaje się, że podstawy kolejnej formuły technicznej muszą zostać uzgodnione w tym roku, interesariusze muszą uniknąć scenariusza, w którym priorytety rynkowe ponownie się zmienią, zanim przepisy zostaną wdrożone.
Kiedy zasada 50:50 została uzgodniona latem 2022 roku, pełna elektryfikacja produktów branży motoryzacyjnej była postrzegana jako kwestia „kiedy”, a nie „czy”. Wiele rządów na świecie było wówczas zdecydowanych na wprowadzenie przepisów eliminujących silniki spalinowe.
Jednak przyjęcie pojazdów elektrycznych spotkało się z oporem konsumentów na wielu rynkach i stało się jasne, że pełna elektryfikacja nie jest możliwa w ramach pierwotnie zakładanych ram czasowych. Równolegle rozwój zrównoważonych paliw dał silnikowi spalinowemu potencjalną szansę na przetrwanie - do tego stopnia, że wielu producentów samochodów wycofuje się ze swojego zaangażowania w elektryfikację. Pytanie, przed którym stoją osoby kształtujące kolejny zestaw przepisów technicznych F1, brzmi, czy rynek ponownie się zmieni między teraz a momentem wejścia w życie nowych regulacji, obecnie planowanych na 2031 rok.
Obniżenie kosztów opracowywania i produkcji jednostek napędowych nie tylko pomogłoby w argumentacji na poziomie zarządów firm motoryzacyjnych za pozostaniem w sporcie, ale mogłoby również otworzyć drzwi dla niezależnych producentów. Efektem ubocznym mogłoby być także ograniczenie wpływu producentów samochodów na bardziej szczegółowe aspekty przepisów, takie jak dozwolone materiały w silnikach.
Dyrektor FIA do spraw bolidów jednomiejscowych - Nikolas Tombazis, uważa, że Formuła 1
nie może już być zakładnikiem producentów samochodowychprzy ustalaniu kolejnego zestawu regulacji.
Od tego roku bolidy napędzane są kolejną generacją hybrydowych jednostek, których podział mocy jest niemal pół na pół między silnikiem spalinowym a generatorem energii kinetycznej. Oficjalnie pomysłodawcą tego konceptu nie była FIA, jednakże to zespół nadzorowany przez Nikolasa Tombazisa musiał go przełożyć na rzeczywistość wyścigów samochodowych.
Proces ten wymagał różnego rodzaju kompromisów, aby złagodzić nieodłączne wyzwania związane z zarządzaniem, wykorzystaniem i cyklami ładowania energii elektrycznej. Podczas rozmów przed Grand Prix Miami, Tombazis powtórzył opinie wyrażone przez dyrektora generalnego F1 - Stefano Domenicaliego. Grek przyznał, że ich ówczesne priorytety rynkowe w praktyce narzuciły zasadę 50:50.
Ponieważ powszechnie uznaje się, że podstawy kolejnej formuły technicznej muszą zostać uzgodnione w tym roku, interesariusze muszą uniknąć scenariusza, w którym priorytety rynkowe ponownie się zmienią, zanim przepisy zostaną wdrożone.
To prawda, że krajobraz polityczny się zmienił i kiedy omawialiśmy obecne przepisy, firmy motoryzacyjne, które były bardzo zaangażowane, mówiły nam, że nigdy więcej nie stworzą silnika spalinowego- powiedział Nikolas Tombazis.
Zamierzały je wycofać i do określonego roku przejść całkowicie na napęd elektryczny. Oczywiście tak się nie stało. Nie umniejsza to znaczenia elektryfikacji na świecie, ale nie nastąpiła ona w takim stopniu, jak zapowiadano. Po drugie, jedną z rzadziej omawianych historii, ponieważ nie jest ona widoczna, jest to, że zdecydowaliśmy się na w pełni zrównoważone paliwa i uważam, że to całkiem dobry rezultat.
Jeśli chodzi o to, gdzie chcemy być w przyszłości, musimy chronić sport przed globalną sytuacją makroekonomiczną, co oznacza, że nie możemy być zakładnikiem producentów samochodów decydujących, czy chcą uczestniczyć w naszym sporcie, czy nie. Oczywiście chcemy, aby byli częścią naszego sportu - dlatego tak ciężko pracowaliśmy, aby zapewnić udział nowych producentów. Nie możemy jednak znaleźć się w sytuacji, w której jeśli zdecydują, że nie chcą uczestniczyć, nagle stajemy się bezbronni, dlatego musimy nadal pracować nad redukcją kosztów.
I wreszcie, jeśli mamy coś zmienić w kolejnym cyklu, musimy bardzo szybko rozpocząć dyskusję, ponieważ czas potrzebny na stworzenie jednostki napędowej i silnika jest dość długi. Tak więc może wydawać się nieco dziwne omawianie tych kwestii już po kilku wyścigach od startu sezonu, ale to naturalny cykl dyskusji i moment, w którym musi ona się odbyć.
Kiedy zasada 50:50 została uzgodniona latem 2022 roku, pełna elektryfikacja produktów branży motoryzacyjnej była postrzegana jako kwestia „kiedy”, a nie „czy”. Wiele rządów na świecie było wówczas zdecydowanych na wprowadzenie przepisów eliminujących silniki spalinowe.
Jednak przyjęcie pojazdów elektrycznych spotkało się z oporem konsumentów na wielu rynkach i stało się jasne, że pełna elektryfikacja nie jest możliwa w ramach pierwotnie zakładanych ram czasowych. Równolegle rozwój zrównoważonych paliw dał silnikowi spalinowemu potencjalną szansę na przetrwanie - do tego stopnia, że wielu producentów samochodów wycofuje się ze swojego zaangażowania w elektryfikację. Pytanie, przed którym stoją osoby kształtujące kolejny zestaw przepisów technicznych F1, brzmi, czy rynek ponownie się zmieni między teraz a momentem wejścia w życie nowych regulacji, obecnie planowanych na 2031 rok.
Obniżenie kosztów opracowywania i produkcji jednostek napędowych nie tylko pomogłoby w argumentacji na poziomie zarządów firm motoryzacyjnych za pozostaniem w sporcie, ale mogłoby również otworzyć drzwi dla niezależnych producentów. Efektem ubocznym mogłoby być także ograniczenie wpływu producentów samochodów na bardziej szczegółowe aspekty przepisów, takie jak dozwolone materiały w silnikach.