Verstappen: Leclerc zasługiwał na karę za kolizję

Holender nie wie także, czemu sędziowie uznali, iż Vettel nie popełnił falstartu.
13.10.1910:13
Nataniel Piórkowski
1357wyświetlenia
Embed from Getty Images

Max Verstappen nie kryje zdziwienia tym, iż sędziowie nie zdecydowali się ukarać Charlesa Leclerca za kolizję ze startu GP Japonii.

Do zdarzenia doszło tuż po rozpoczęciu rywalizacji na torze Suzuka. Leclerc stracił panowanie nad bolidem i wjechał w bok bolidu Verstappena, który został zmuszony do przedwczesnego wycofania się z wyścigu.

Zaliczyliśmy naprawdę dobry start. Początek był pozytywny, trzymałem się zewnętrznej strony. Wydawało mi się, że jadę na trzecim miejscu a później nagle w drugim zakręcie Charles po prostu wjechał w bok mojego bolidu. Z mojej strony nie sądzę, że mogłem tam pojechać w jakikolwiek inny sposób - tłumaczył kierowca Red Bulla.

Wszyscy wiemy, że jadąc za innym bolidem traci się docisk. To żadna wymówka. Jest chyba wystarczająco doświadczonym kierowcą, aby to wiedzieć. Dziwne jest to, że początkowo sędziowie w ogóle nie zbadali tego incydentu. Cały mój bolid był zniszczony. Po prawej stronie są dziury w karoserii.

Później zaczęli badać sprawę, ale jest już po moim wyścigu. Co jeszcze miałby zrobić Charles, aby zasłużyć sobie na karę? Lubię ostre ściganie, ale jego jazda w drugim zakręcie była po prostu nieodpowiedzialna.

Ferrari miało słaby start. Wiem, że Charles próbował odrabiać pozycje, ale nie można przy tym przekraczaj pewnej granicy. Wyścig nie kończy się na pierwszym kółku. Szkoda, że tak się stało.

Verstappen poruszył także kwestię braku kary dla Sebastiana Vettela, który był podejrzewany o popełnienie falstartu. Oglądając materiał ze startu Seba widać było, że rusza i zatrzymuje się w miejscu. Przepisy mówią o tym, że nie można wykonać żadnego ruchu. Powiedzieli, że nie zyskał żadnej przewagi. Naprawdę nie rozumiem, co działo się dzisiaj z przepisami.

FIA wyjaśniła, że ruch bolidu Vettela mieścił się w przyjętych limitach tolerancji.