Sainz: Trudno mi uwierzyć w to, co się stało

Hiszpan jest zawiedziony odrzuceniem wniosku o bezkarną wymianę baterii.
17.11.2318:12
Nataniel Piórkowski
1539wyświetlenia
Embed from Getty Images

Carlos Sainz przyznał, iż ciężko mu uwierzyć w konsekwencje najechania na studzienkę podczas pierwszego treningu F1 w Las Vegas.

W wyniku uderzenia pokrywy w podłogę, w bolidzie Hiszpana doszło do poważnych uszkodzeń obejmujących monokok i jednostkę napędową.

Ferrari zwróciło się z wnioskiem do sędziów o zezwolenie na bezkarne zamontowanie w SF-23 Sainza nowego układu magazynowania energii. Sędziowie odrzucili jednak tę prośbę, przyznając, że muszą nałożyć na kierowcę karę określoną w przepisach.

W efekcie zawodnik Scuderii zostanie cofnięty o dziesięć pozycji na starcie sobotniego wyścigu.

Dzisiejszy dzień jasno pokazuje, w jak wielu obszarach można jeszcze poprawić nasz sport. Można było to uznać za siłę wyższą, dzięki temu uniknąłbym kary, ale ludzie zawsze znajdą sposób, aby skomplikować komuś sytuację. Nadeszła moja kolej, by zapłacić cenę.

Dzięki przedłużającym się pracom nad torem oraz wysiłkom mechaników Ferrari, Hiszpan był w stanie wrócić do jazdy od początku FP2.

Mocno odczułem uderzenie w plecach i szyi. Niestety uszkodzeniu uległo nadwozie, jednostka napędowa, baterie a nawet fotel. Nasi mechanicy spisali się na medal. Przed drugim treningiem przygotowali nowy bolid. Mogę śmiało powiedzieć, że był to heroiczny wysiłek. Udało nam się odzyskać stracony czas i skoncentrować na piątku.

Niestety, gdy sesja dobiegła końca, zespół poinformował mnie, że zostanę ukarany cofnięciem o 10 miejsc na starcie, za coś, co nie było winą ani mnie samego, ani ich.

To kompletnie zmieniło moje nastawienie, moją opinię na temat tego weekendu. Czułem się dobrze za kierownicą. Widzicie, że jesteśmy tutaj względnie konkurencyjni a tor zdaje się nam odpowiadać. Możecie więc sobie wyobrazić to, jak bardzo jestem rozczarowany. Nie wierzę w to, w jakiej sytuacji się znalazłem. Nie ujrzycie mnie tutaj uśmiechnietego.