Hamilton i Leclerc zaskoczeni słabszym tempem Ferrari w wyścigu

Duet Scuderii zgodnie twierdzi, że główną bolączką była niska przyczepność tylnych opon.
28.06.2620:52
Maciej Wróbel
104wyświetlenia
Embed from Getty Images

Lewis Hamilton i Charles Leclerc zgodnie przyznają, że nie wiedzą, co konkretnie stało za rozczarowująco wysokim poziomem degradacji opon, jakiego doświadczyli w wyścigu o Grand Prix Austrii.

Kierowcy Scuderii przystępowali do wyścigu na Red Bull Ringu w świetnych nastrojach po tym, jak omal nie zajęli całego pierwszego rzędu po sobotnich kwalifikacjach. Ostatecznie podczas wyścigu czekało ich brutalne sprowadzenie na ziemię - Leclerc i Hamilton, którzy ruszali z drugiego i trzeciego pola, minęli linię mety odpowiednio na miejscu ósmym i piątym.

Byłem w stanie atakować, wyprzedziłem Charlesa i wydaje mi się, że nie wyglądało to źle na pierwszych kilku okrążeniach - powiedział Lewis Hamilton w rozmowie ze Sky. Przez jakiś czas utrzymywałem się za George'em, ale potem tylne opony po prostu rozpadały się, niezależnie od mieszanki. Z jakiegoś powodu balans był kiepski. Po prostu nie byliśmy w stanie dotrzymać dziś kroku innym.

Charles Leclerc dodał: To był po prostu niesamowicie ciężki wyścig. Generalnie przyczepność była bardzo, ale to bardzo słaba. Trudno mi było utrzymać samochód i opony w odpowiednim oknie, szczególnie tylne opony. Zupełnie nie miałem przyczepności tyłu. Wczoraj byłem zadowolony z tego, jak spisuje się samochód, ale kierunek obrany na dziś nie był dobry.

Austria okazała się więc kolejnym weekendem, podczas którego Leclerc ma większy problem z osiągnięciem odpowiedniego rytmu za kierownicą SF-26, aniżeli jego zespołowy partner - niezależnie od tego, czy mowa o kwalifikacjach, czy wyścigu.

Ciężko pracowałem w ostatnich kilku tygodniach, ponieważ zawsze z jakiegoś powodu męczyłem się za kierownicą w sobotę albo w niedzielę. Wygląda więc na to, że nie mam tak naprawdę jasno sprecyzowanych oczekiwań co do tego, czego właściwie oczekuję od tego samochodu. Muszę to odnaleźć - kontynuuje Monakijczyk.

W ten weekend byliśmy trochę w odwrocie, szczególnie w wyścigu. Ciężko jest nam to zrozumieć. Sobotnie przejazdy z małą ilością paliwa wyglądały naprawdę fajnie. Przód trzymał się mocno i to mi się podobało. W wyścigu było podobnie, ale za to nie było zupełnie przyczepności z tyłu. Uzyskanie odpowiedniego balansu w tym samochodzie jest szczególnie trudne.

Szef zespołu, Frederic Vasseur, zasugerował, że jego kierowcy zapłacili cenę za zbyt wysokie wymagania stawiane oponom na początku wyścigu w wysokich temperaturach, próbując dotrzymać kroku Russellowi czy Verstappenowi.

Wszyscy jesteśmy w tej sytuacji na krawędzi. A jeśli nie masz tempa, naciskasz, podejmujesz ryzyko w strategii. A kiedy to się nie opłaca, płacisz na końcu wysoką cenę - stwierdził Francuz. Własnie to się nam dziś przytrafiło. Nie mieliśmy tempa, aby móc walczyć z Maksem czy z Mercedesem i przez to przesadziliśmy na pierwszych kilku okrążeniach.

Musieliśmy więc zmodyfikować strategię i w efekcie wszystko poszło w złym kierunku. To jednak dla nas dobra lekcja.

Vasseur dodał, że Ferrari napotkało również problem z przegrzewaniem się jednostki napędowej. Jednostka się przegrzewała i - w zależności od tego, gdzie akurat znajdujesz się na torze - musisz mniej lub bardziej zadbać o kierowców. Celem było znalezienie się w czystym powietrzu. To opłaciło się w Barcelonie w przypadku Lewisa, ponieważ jakieś 80 procent wyścigu jechaliśmy w czystym powietrzu.

W ten weekend było zupełnie inaczej.