Williams: Gdybym miała więcej czasu i pieniędzy, uratowałabym zespół

Brytyjka udzieliła długiego wywiadu The Spectator, opisując swoje ostatnie lata w teamie.
30.01.2114:03
Nataniel Piórkowski
1908wyświetlenia


Claire Williams broni dorobku ośmiu ostatnich lat, w trakcie których kierowała rodzinnym zespołem Formuły 1.

W wywiadzie udzielonym magazynowi The Spectator, Williams opisała, jak wraz z kolejnymi sezonami zespół popadał w coraz większe problemy a w końcu został sprzedany inwestorom z Dorilton Capital.

Zespoły z czołówki wydawały pół miliarda a nasz budżet wynosił 120 milionów. To nie są równe warunki. Ciężko w nich rywalizować. Kiedy znajdziesz się w takiej sytuacji, to ciężko jest się z niej wyrwać.

W 2018 roku zespół spadł na ostatnie miejsce w klasyfikacji generalnej a zimą nie zdołał przygotować nowego bolidu na start przedsezonowych testów. W efekcie ze stanowiska dyrektora technicznego odwołany został Paddy Lowe.

Mieliśmy też inne wewnętrzne problemy z personelem. Wszyscy próbowaliśmy walczyć z tymi bardzo technicznymi, bardzo złożonymi przepisami, które z sezonu na sezon stawały się coraz bardziej skomplikowane. Zmagaliśmy się z nimi, ale nie dawaliśmy rady.

Nowi rywale, w tym Haas, skorzystali z regulacji pozwalających na stosunkowo tanie pozyskiwanie tak zwanych części spoza listy. To jeszcze bardziej pogłębiło kryzys Williamsa, który twardo bronił swojej niezależności.

Lista części, które każdy zespół musi wykonać samodzielnie, które definiują twoją ekipę jako niezależną, stała się dużo bardziej rozmyta. Inne zespoły, które były w tym sporcie krócej od nas, a które nie miały zasobów, mogły kupić części od teamu znajdującego się znacznie wyżej w stawce. W efekcie ich forma była o wiele lepsza. Dokonywali postępów dużo szybciej, skracając ten proces.

Wszystkie tego typu zasady były swego rodzaju spiskowaniem, które miało na celu zesłanie Williamsa na koniec stawki. A gdy już tam jesteś, to oczywiście otrzymujesz mniej nagród, cieszysz się mniejszym zainteresowaniem sponsorów. To efekt kuli śniegowej, bo masz wtedy jeszcze mniejszy budżet i nie możesz się wydostać z dołka. W Formule 1 jest tak, że jeśli wpadasz w tarapaty, to musisz być w stanie się z nich wydostać. A potem przyszedł rok 2020.



Na początku myśleliśmy, że wyszliśmy z zakrętu. Nagle pojawiły się jednak problemy ze sponsorem tytularnym, przez co straciliśmy olbrzymi zastrzyk pieniędzy. Później wybuchła pandemia.

Myślałam sobie «O mój Boże, serio...». Właśnie przeszliśmy przez dwa bardzo trudne sezony, myśleliśmy, że to co najgorsze zostało za nami. Wracaliśmy z zespołem do miejsca, w którym powinniśmy być. Czuliśmy, że dokonujemy postępów - na wielu torach byliśmy o sekundę, półtorej szybsi niż przed rokiem. Pracowaliśmy tak ciężko jak tylko się dało. Ale potem te dwa ostatnie gwoździe dobiły wieko naszej trumny.

Williams potwierdza, że wtedy jej rodzina zaczęła sobie zdawać sprawę z tego, że jedynym ratunkiem dla zespołu jest jego sprzedaż.

Pod koniec 2020 roku znaleźliśmy się u końca drogi. Wyglądało już na to, że musimy odpuścić i przekazać to ludziom, którzy są w stanie dokonać inwestycji. Komuś, kto ma dużo pieniędzy i nie musi od razu poszukiwać sponsorów, komuś kto może kupić sobie trochę czasu a w międzyczasie piąć się po szczeblach Formuły 1.

Sprzedaż zespołu została potwierdzona w sierpniu ubiegłego roku. Williams natychmiast ustąpiła z funkcji kierowniczej i została zastąpiona przez Simona Robertsa. Brytyjka nie ukrywa, że w efekcie ludzie kojarzą ją teraz z najgorszymi latami Williamsa w Formule 1.

Ostatnie trzy lata mojej kadencji były niesamowicie trudne. Są jednak pewne łagodzące okoliczności, tłumaczące dlaczego wylądowaliśmy w takim a nie innym miejscu, kiedy zaczęłam kierować zespołem.

Właściwie to wszyscy już zapominają, że przejęłam zespół, który wcześniej przez trzy sezony tułał się w okolicach ósmego czy dziewiątego miejsca. Po dziewięciu miesiącach - w miej niż rok - udało mi się doprowadzić naszą drużynę do trzeciej pozycji w mistrzostwach. W dodatku przez dwie kampanie z rzędu. Później dwukrotnie byliśmy na piątym miejscu. To wcale nie taka zła sytuacja dla zespołu, który zawsze był przegrany, który miał mniej ludzi, znaczniej miej zasobów i pieniędzy niż rywale.



Chociaż renoma Williamsa jako teamu była nadal poważana w padoku Formuły 1, Williams otrzymywała wiele słów krytyki.

Otrzymywaliśmy duże wsparcie. Było tak przez pierwsze lata naszego powolnego upadku. Później ludzie zaczęli się stopniowo od nas odwracać. Sądzę, że zwracali się przeciwko mnie. Całkiem słusznie: byłam liderem, byłam szefową. Byłam kozłem ofiarnym.

Kiedy podejmujesz decyzje, robisz to w określonych okolicznościach, ponieważ myślisz, że są słuszne, że najzwyczajniej tak trzeba. Czasem te decyzje sprawiają, że coś nie układa się po twojej myśli. Tak też stało się w moim przypadku. Oczywiście jednak zebrałam sporo batów. Dużo uwagi obracało się właśnie wokół mojej osoby. Znęcano się nade mną w mediach społecznościowych.

Nie byłam już w stanie słuchać tego szumu medialnego. Wymagałoby to ode mnie ogromnej ilości negatywnej energii. Wiedziałam, że muszę skupiać się na zespole i pokazać wszystkim, że jestem w stanie coś z tym zrobić, że mogę coś zmienić.

Myślę, że udałoby się mi osiągnąć ten cel, gdybym dostała trochę więcej czasu i miała pieniądze. Nie mieliśmy jednak luksusu posiadania wielkiego sponsora tytularnego ani wsparcia producenta, który co roku pompuje sto milionów do budżetu zespołu.



Williams nie ukrywa, że przez kilka ostatnich lat musiała słuchać zarzutów o to, że przejęła kontrolę nad zespołem na drodze nepotyzmu. Otrzymywała także seksistowskie uwagi na swój temat.

Wielokrotnie powtarzano: «Och, wszystko dlatego, że to kobieta»; «Ona pracuje tam tylko dlatego, że jest córką Franka, pozbądźcie się jej». Było tego naprawdę dużo.

Prawdę mówiąc nie obchodzi mnie, co ludzie myślą i piszą. Ani razu nie weszli w moje buty i nie znają prawdy. Możesz ciskać błotem ile tylko zechcesz, ale to mnie nie powstrzyma. Jeśli chcecie mnie oskarżać, to w porządku. Takie jest wasze prawo.

Byłam córką mojego ojca i był to jeden z powodów dla których piastowałam moje stanowisko. Na litość boską, byliśmy rodzinnym zespołem a ludzie w ekipie chcieli, aby do głosu doszło kolejne pokolenie Williamsów, aby rodzina nadal była zaangażowana w ten team. O to właśnie chodziło. Tak więc każdy, kto krytykuje fakt, że przejęłam kontrolę po moim ojcu w zasadzie zupełnie nie rozumie tego, jak ważna jest rodzina i kolejne pokolenia.

Williams przyznała jednak, że początkowo Sir Frank sprzeciwiał się objęciu przez nią funkcji w dziale komunikacji.

Tata wyrażał się bardzo jasno. Nie chciał nepotyzmu. Nie chciał, aby jego dzieci pracowały w Williamsie. Mój starszy brat miał tam już posadę i nie podobało się mu to, że jego córka też tam pracuje. Na szczęście po około trzech miesiącach przekonywania przez ówczesnego szefa działu marketingu, tata niechętnie zgodził się powierzyć mi ten proces.

Reszta to oczywiście historia. Byłam związana z tym zespołem przez kolejnych dwadzieścia lat. Zawsze robiłam to, o co mnie proszono. Byłam szczęśliwa pracując przez 20 lat jako prawdziwy rzecznik Williamsa. To było wspaniałe miejsce i prawdziwy przywilej. Cieszyłam się każdą minutą.